Dla dziennikarzy
PTSD u dziennikarzy. Cena, jaką płaci się za cudze tragedie
Od 1992 do 2008 roku lata pracowałem w radiu, także nocą też jako reporter. Przy wypadkach drogowych, blisko sygnałów karetek, blisko ludzkiego nieszczęścia. Które dla słuchacza było newsem, a dla reportera bywało czymś o wiele bardziej lepkim. „Nocny Patrol”, moja radiowa droga, wyrósł z realnej pracy w terenie. Z raportów drogowych, z nocnych wyjazdów, z CB-radia. Z wrocławskiej i dolnośląskiej codzienności, w której między pustą trasą a miejscem tragedii bywał czasem jeden skręt kierownicy. To nie była metafora. To była praktyka zawodu. Audycja wystartowała w 1995 roku. Relacje powstawały na trasie, z samochodu, z mikrofonem, z uważnością skierowaną na drogę, wypadek, pożar, ludzki błąd, ludzki pech. W tej pracy news nie pachniał papierem. Pachniał spaloną gumą, mokrym asfaltem, benzyną i napięciem.
Dzisiaj jestem psychologiem praktykiem. Uczę się psychotraumatologii i suicydologii. I właśnie z tej podwójnej perspektywy, byłego dziennikarza i psychologa, chcę powiedzieć coś, co w mediach zbyt długo było zbywane półuśmiechem, twardą miną albo rytualnym… „taka robota”. Nie, nie jesteśmy z betonu. A trauma nie omija człowieka tylko dlatego, że potrafi spokojnie mówić do mikrofonu. Czy robić wejście na żywo, montować materiał albo zadawać rzeczowe pytania rodzinie po tragedii.
To, co w dziennikarstwie nazywa się doświadczeniem, profesjonalizmem albo odpornością, bywa czasem także dobrze wyćwiczonym odcinaniem się od własnych reakcji. A odcięcie nie jest tym samym co zdrowie psychiczne. Odcięcie często działa jak awaryjny tryb pracy. Ratuje na godzinę, na dyżur, na wejście antenowe, czasem na cały tydzień. Potem jednak organizm i psychika wystawiają rachunek. Czasem tylko przez bezsenność. Czasem brutalnie, przez powracające obrazy, drażliwość, napięcie, poczucie winy. Ale i unikanie, alkohol albo poczucie, że coś w środku stwardniało nie tam, gdzie powinno.
Trauma dziennikarzy to dobrze udokumentowany problem
Przez lata publiczna wyobraźnia podpowiadała prosty obraz. Jeśli mówić o traumie dziennikarzy, to głównie w kontekście wojny. Owszem, badania nad reporterami wojennymi są bardzo ważne i mocne. Klasyczne prace Anthony’ego Feinsteina pokazały, że dziennikarze wojenni mają wyższe wskaźniki PTSD i depresji niż dziennikarze, którzy wojny nie relacjonują, a w jednej z analiz lifetime prevalence PTSD u dziennikarzy wojennych wyniosło 28,6%, zaś depresji 21,4%. Jednocześnie przeglądy badań podkreślają, że problem zdrowia psychicznego w zawodzie dziennikarza nie ogranicza się do stref konfliktu zbrojnego. Systematyczny przegląd Aokiego i współpracowników wskazywał już ponad dekadę temu, że rozpowszechnienie PTSD wśród dziennikarzy jest wyższe niż w populacji ogólnej, a jednym z problemów są zawodowe bariery ujawniania trudności psychicznych.
Późniejsze przeglądy tylko ten obraz doprecyzowały. Literatura systematyczna pokazuje, że zawodowa ekspozycja dziennikarzy na potencjalnie traumatyczne zdarzenia może sięgać w badaniach nawet 95%, a rozpowszechnienie objawów PTSD w różnych próbach dziennikarskich mieściło się od 4,3% do 43,2%. To szeroki przedział, bo badania różnią się metodą, grupą i progiem klinicznym, ale jeden wniosek pozostaje stabilny. Trauma w mediach nie jest marginesem ani egzotycznym wyjątkiem. Jest wpisana w architekturę wielu redakcyjnych ról. Co więcej, badanie Natalee Seely na ogólnokrajowej próbie 254 dziennikarzy pokazało, że im większa częstotliwość i intensywność relacjonowania traumy, tym większe nasilenie objawów pourazowych. To ważne, bo przesuwa rozmowę z obszaru „wielkich wojen” do obszaru codziennej medialnej roboty.
To właśnie ten drugi obszar interesuje mnie dziś szczególnie. Reporter lokalny. Dziennikarz radiowy. Operator telewizyjny. Montażysta. Wydawca. Redaktor social media. Fotoedytor. Autor podcastu true crime. Producent, który odsłuchuje po raz dziesiąty rozmowę z człowiekiem po katastrofie. To nie są zawody stojące obok traumy. To są zawody często zanurzone w traumie po szyję, tylko bez wojskowego hełmu, bez kamizelki „PRESS” i bez społecznego przyzwolenia, by po prostu powiedzieć, że to mnie kosztuje.
Najbardziej niedoceniona prawda to, że lokalne tragedie też ranią
Dziennikarz relacjonujący wypadki drogowe, zabójstwa, samobójstwa, pożary, śmierć dzieci, przemoc domową albo katastrofy nie pracuje w bezpiecznej strefie tylko dlatego, że jest „u siebie”, blisko domu, w mieście, które zna, na trasie, którą jeździł setki razy. Czasem właśnie to zwiększa obciążenie. Bo potem wracasz tą samą drogą, słyszysz taki sam sygnał karetki pod oknem, widzisz ten sam wiadukt, na którym kilka dni wcześniej stałeś z mikrofonem. Bo temat nie rozpuszcza się w geograficznym oddaleniu. On zostaje w twojej codzienności.
W mojej własnej historii radiowej było dokładnie to napięcie. Noc, droga, reflektory, samochód reporterski, komunikat, wejście antenowe, a po nim znowu muzyka. Na mojej wspominkowej stronie pod adresem Erben.pl ta droga została opowiedziana niemal jak osobny żywy organizm. Z Jeepem, z autostradą A4, z samotnością nocnej pracy, z surowymi raportami o wypadkach, warunkach pogodowych i tej najcięższej informacji, że ktoś nie żyje. Potem wchodziła muzyka, ale muzyka nie kasowała tego, co się właśnie zobaczyło albo usłyszało. Ona tylko robiła miejsce na to, żeby w ogóle dało się oddychać dalej.
I właśnie dlatego uważam, że dziennikarze lokalni bywają w dyskusji o traumie zawodowej niedoszacowani. W debacie publicznej łatwo zachwycić się bohaterstwem korespondenta wojennego. Znacznie trudniej zobaczyć psychiczny koszt człowieka, który przez lata jedzie do nocnych wypadków, rozmawia ze świadkami, słyszy płacz rodzin, a potem rano ma jeszcze zrobić kolejny temat, najlepiej bez cienia zawahania w głosie.
Badania tylko to potwierdzają. Analizy dotyczące dziennikarstwa „everyday trauma”, codziennej traumy, wskazują, że pierwszoplanowym problemem nie jest wyłącznie jednorazowy ekstremalny wstrząs, lecz także kumulacja wielu trudnych ekspozycji. Z perspektywy psychologicznej ma to głęboki sens. Psychika nie liczy wyłącznie wielkości jednego urazu. Liczy też częstotliwość, osobiste znaczenie, brak odpoczynku, brak wsparcia i brak możliwości domknięcia doświadczenia.
PTSD to nie „słabość”, ale też nie każda reakcja jest od razu PTSD
W przestrzeni publicznej często popełnia się dwa przeciwne błędy. Pierwszy jest stary i brutalny. Słyszysz, że „przesadzasz, to tylko stres, bądź twardy”. Drugi jest nowszy i bardziej medialny. Każdą trudną reakcję po ciężkim materiale automatycznie wrzuca się do worka z napisem PTSD. Oba podejścia są niedobre.
Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego w USA przypomina, że po niebezpiecznym albo skrajnie stresującym zdarzeniu naturalne są różne reakcje, także poczucie odrealnienia, napięcie czy natrętne wspomnienia. Żeby mówić o PTSD, objawy muszą utrzymywać się ponad miesiąc, zakłócać funkcjonowanie i obejmować określone grupy symptomów. Czyli ponowne przeżywanie, unikanie, pobudzenie oraz negatywne zmiany w myśleniu i nastroju. Z kolei National Center for PTSD podkreśla, że do kryterium narażenia w DSM-5 wchodzi także pośrednia ekspozycja na awersyjne szczegóły traumy, jeśli wynika z obowiązków zawodowych. To bardzo ważne dla dziennikarzy, bo oddziela zwykłe „obejrzałem coś w sieci” od profesjonalnej, powtarzalnej ekspozycji wpisanej w pracę.
W praktyce oznacza to tyle, że jeśli po materiale wracają ci obrazy, unikasz określonych bodźców, wybuchasz gniewem, masz trudność ze snem, koncentracją albo poczuciem bezpieczeństwa, nie diagnozuj się sam przy porannej kawie, ale też nie lekceważ tego jak zwykłego kaprysu układu nerwowego. Może będzie to ostra reakcja na stres. Czasem wtórna traumatyzacja. Możliwy moral injury, gdy człowiek nie tyle boi się wspomnienia, ile pęka w nim coś w obszarze winy, sensu i oceny własnych działań. Czasem pełnoobjawowe PTSD. Nazwa jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest to, by potraktować sygnał serio.
Newsroom też bywa frontem
Jedna z najważniejszych zmian ostatnich lat polega na tym, że trauma nie musi już czekać na reportera wyłącznie w terenie. Może czekać na niego przy biurku. Raport Eyewitness Media Hub, oparty na 209 użytecznych odpowiedziach, w tym 122 od dziennikarzy, zebranych od osób pracujących z materiałami eyewitness media w 46 krajach, pokazał bardzo konkretną skalę narażenia. Ponad 90% dziennikarzy oglądało takie materiały co najmniej raz w tygodniu, 89% korzystało z nich kilka razy w tygodniu, a 22% dziennikarzy spędzało przy nich ponad sześć godzin dziennie. To już nie jest incydent. To jest środowisko pracy.
Właśnie stąd bierze się pojęcie „cyfrowej linii frontu”. Ktoś siedzi w newsroomie, w pokoju bez kurzu, bez huku wystrzałów i bez krwi na butach, ale przez osiem godzin przewija, weryfikuje, przybliża, zatrzymuje i odsłuchuje cudzą śmierć, cudzy strach, cudzą agonię, cudze ostatnie słowa. Z psychologicznego punktu widzenia to nie jest neutralna ekspozycja. To jest ekspozycja zawodowa o realnym potencjale urazowym. Potwierdzają to zarówno raporty z newsroomów cyfrowych, jak i późniejsze prace przeglądowe, które pokazują, że ryzyko traumy przesunęło się z geograficznego frontu również do redakcji i przestrzeni online.
W badaniu Weidmann i Papsdorf dotyczącym pracowników newsroomów telewizyjnych niemal 80% badanych deklarowało znajomość nawracających intruzywnych wspomnień. Jednocześnie średni poziom objawów w całej próbie nie był wysoki, a większe nasilenie dotyczyło osób z wcześniejszą traumą, większą ekspozycją i większym stresem ogólnym. To bardzo trzeźwiący wniosek. Nie każdy dziennikarz pracujący z brutalnym materiałem rozwinie poważne zaburzenie, ale pewna część zespołu będzie wyraźnie bardziej podatna. Zwłaszcza jeśli dźwiga własną historię urazową albo pracuje pod chroniczną presją.
Dźwięk potrafi zranić mocniej jak obraz
Jako człowiek radia wiem, jak bardzo kultura wizualna zdominowała rozmowę o traumie. Mówi się, że to drastyczne zdjęcie, brutalne wideo, kadr z katastrofy wpływa na psychikę. Tymczasem raport Eyewitness Media Hub pokazuje coś niezwykle ważnego dla świata radia, telewizji, montażu i podcastu. Dźwięk był przez wielu badanych opisywany jako jeden z najbardziej traumatyzujących elementów pracy. Nie tylko obraz. Dźwięk. Krzyk. Ostatnie słowa. Błaganie o życie. Dzieci w rozpaczy. Nieludzkie odgłosy przemocy i śmierci. W relacjach badanych audio bywało tak samo obciążające jak obraz, a bywało od niego gorsze.
To jest coś, co środowisko radiowe powinno potraktować bardzo poważnie. Dziennikarz radiowy nie tylko „zbiera setkę”. On często wielokrotnie odsłuchuje zapis szoku, chaosu, płaczu, rozedrgania, dezorganizacji emocji po urazie. Montażysta wraca do tego samego fragmentu kilka razy, bo trzeba wyczyścić szum, wyrównać poziom, wybrać cytat, zbudować dramaturgię materiału. Twórca podcastu reporterskiego przez długie godziny siedzi w słuchawkach przy czyjejś krzywdzie. Z zewnątrz to wygląda jak praca techniczna. W środku układu nerwowego to bywa seria mikrourazów.
W raporcie badani opisywali też spontaniczne strategie obronne. Ograniczanie głośności, jednorazowe odsłuchanie audio, zdejmowanie słuchawek przy otwieraniu niektórych plików. Dla mnie to ważny szczegół, bo pokazuje, że ciało zwykle wie wcześniej niż zawodowa duma. Ciało próbuje się chronić, zanim człowiek da sobie prawo nazwać sprawę po imieniu.
Kultura twardzieli szkodzi mediom
Najbardziej toksyczny mit dziennikarskiej kultury brzmi mniej więcej tak, że dobry reporter wytrzyma wszystko, a jeśli nie wytrzymuje, to się nie nadaje. Ten mit ma różne odmiany. W jednej jest to twardy żart w newsroomie. Czasem ironiczny komentarz, że ktoś „za bardzo przeżywa”. W jeszcze innej rytuał zagłuszania napięcia alkoholem, cynizmem albo nadmierną zadaniowością. Naukowo rzecz ujmując, to nie jest neutralna kultura zawodowa. To jest środowisko ryzyka. A warto pamiętać, że niewrażliwy dziennikarz nie stworzy reporterskiego dzieła. A wrażliwy? Zanim je stworzy przeżyje opowiadaną historię głęboko w sobie…
Systematyczne przeglądy i badania jakościowe pokazują, że dziennikarze relatywnie rzadko szukają pomocy profesjonalnej, mimo że rozpoznają u siebie objawy cierpienia. Aoki i współpracownicy wskazywali wprost na zawodowe zniechęcanie do ujawniania problemów psychicznych. Nowsze przeglądy potwierdzają, że problemem pozostaje zarówno stygma, jak i niedobór realnych procedur wsparcia w organizacjach medialnych. W 2025 roku systematyczny przegląd 88 badań dotyczących konfliktu, wojny i terroryzmu podsumował sytuację bez złudzeń. Wsparcie instytucjonalne dla dziennikarzy jest nadal niewystarczające, a potrzeba interwencji i edukacji pozostaje pilna. Tu ze swoich medialnych wspomnień muszę dodać, że moim zdaniem właściciele mediów nie mają nawet cienia świadomości tego ryzyka, na jakie straty taki rodzaj pracy naraża ich dziennikarzy.
To ma swoje psychologiczne konsekwencje. Jeśli w środowisku nie wolno mówić o strachu, zmęczeniu albo intruzjach, człowiek uczy się tylko jednego, że ma funkcjonować. Nie ma przetwarzać, nie ma nazywać, nie ma prosić, ma działać. Tyle że nieprzepracowana trauma nie znika dlatego, że została upchnięta pod terminem emisji. Ona wraca bokiem. W drażliwości, cynizmie, odrętwieniu. W poczuciu, że wszystko jest już tylko materiałem. A wtedy cierpi nie tylko reporter. Cierpi także jakość jego pracy.
Poczucie winy, etyczne dylematy i moralny ciężar
Nie każda rana po pracy z traumą wygląda jak klasyczne PTSD. Część ludzi mediów bardziej niż intruzje i unikanie przeżywa winę. Że zadałem pytanie za wcześnie, poszedłem za blisko i wykorzystałem moment słabości rozmówcy. Że zrobiłem materiał dobrze, ale człowiekowi było po tym gorzej. Browne, Evangeli i Greenberg pokazali, że większa ekspozycja na zawodową traumę wiązała się u dziennikarzy z wyższym nasileniem objawów PTSD oraz z większym nasileniem poznawczych komponentów winy, a sama wina częściowo pośredniczyła w związku między ekspozycją a objawami. To bardzo ważne, bo rozszerza temat z samego „stresu” na sposób, w jaki dziennikarz interpretuje własne działanie.
Badanie Idås, Backholma i Korhonena dotyczące dziennikarzy relacjonujących zamach terrorystyczny w Norwegii dołożyło jeszcze jeden element. Dylematy etyczne doświadczane podczas pracy wiązały się dodatnio zarówno z objawami pourazowymi, jak i z potraumatycznym wzrostem. Innymi słowy, to nie jest prosta historia o „słabych” i „silnych”. Czasem człowiek wychodzi z trudnej relacji bardziej świadomy, bardziej ludzki, głębszy. Ale to nie znaczy, że przechodzi przez to bez kosztów.
Z perspektywy psychologa to ważna wskazówka dla całego środowiska mediów. Dziennikarz po ciężkim materiale nie potrzebuje wyłącznie pytania „czy dajesz radę?”. Czasem potrzebuje też pytania „co ci zostało z tej rozmowy?”, „czy jest w tobie jakaś wina?”, „czy czegoś żałujesz?”, „czy masz poczucie, że przekroczyłeś własne granice?”. Bez takiej rozmowy część urazu zostaje nierozpoznana.
Trauma dziennikarza wpływa na sposób, w jaki pracuje
To jest dla mnie jeden z najważniejszych punktów. Straumatyzowany dziennikarz nie cierpi wyłącznie prywatnie. On może także pracować gorzej. Może stać się bardziej szorstki, bardziej mechaniczny, bardziej pośpieszny. Będzie mieć mniejszą zdolność regulowania rozmowy. Może nie zauważać sygnałów szoku. Albo zadawać pytania zbyt szybko albo zbyt ostro. Może szukać „mocniejszego cytatu” tam, gdzie powinien najpierw zrobić miejsce na oddech i poczucie kontroli rozmówcy.
Dlatego troska o stan psychiczny reportera nie jest dodatkiem socjalnym, fanaberią HR albo luksusem „dla wrażliwych”. To jest kwestia jakości mediów. Etyki zawodu. Rzetelności zbierania informacji. Umiejętności rozróżnienia między faktem a emocjonalnym przeciążeniem. Jako były dziennikarz i psycholog powiem to brutalnie prosto. Im bardziej psychicznie rozregulowany jest reporter, tym większe ryzyko, że coś mu umknie, coś dopowie… albo komuś niepotrzebnie zrobi dodatkową krzywdę.
To dotyczy również redakcji audio i wideo. Człowiek po wielogodzinnym kontakcie z drastycznym materiałem może mieć zawężoną uwagę, gorszą koncentrację i niższą tolerancję frustracji. NIMH wymienia właśnie trudności z koncentracją, drażliwość, problemy ze snem, nadmierną czujność czy negatywne emocje jako element obrazu PTSD. Nawet jeśli u danej osoby nie rozwinie się pełne zaburzenie, samo przesunięcie funkcjonowania w te obszary potrafi odbić się na jakości pracy.
Wojna, pandemia, przemoc lokalna i presja chroniczna
Warto bardzo wyraźnie powiedzieć. Dziennikarz może zostać psychicznie przeciążony także wtedy, gdy nie relacjonuje konfliktu zbrojnego. Badanie Tyson i Wild pokazało, że dziennikarze wielokrotnie relacjonujący COVID-19 mieli istotnie wyższy poziom dystresu psychologicznego i objawów PTSD niż ci, którzy w tym samym czasie pracowali dziennikarsko, ale nie zajmowali się stale tematyką pandemii. To świetny przykład na to, że urazowy ciężar może wynikać nie tylko z eksplozji i strzałów, ale również z powtarzalnego kontaktu z cierpieniem, stratą i poczuciem zagrożenia rozlanym na wiele tygodni czy miesięcy.
Podobnie badania nad dziennikarzami w Meksyku pokazały, że osoby zastraszane przez kartele i rezygnujące z części tematów z powodu gróźb miały wyższe nasilenie objawów depresyjnych oraz objawów intruzji, unikania i pobudzenia niż dziennikarze żyjący w mniej bezpośrednim zagrożeniu. To jest ważna lekcja również dla lokalnych mediów w innych krajach. Chroniczne zagrożenie, presja, bliskość przemocy i brak poczucia bezpieczeństwa mają realną cenę psychiczną, nawet jeśli nie noszą etykiety klasycznej wojny.
Co naprawdę pomaga redakcji
Nie zostawiajmy ludzi samych z hasłem „dbaj o siebie”. Oczywiście, samoopieka jest ważna. Ale jeśli organizacja pracuje na drastycznych materiałach, to odpowiedzialność musi mieć wymiar systemowy.
Raport Eyewitness Media Hub pokazał, jak często wsparcie jest po prostu szczątkowe. W badanej grupie tylko 24% respondentów deklarowało dostęp do adekwatnego szkolenia, 31% do regularnych omówień z przełożonym, 38% do counseling, a peer support networks wskazywało 23%. To nie wygląda jak dojrzały system ochrony psychicznej. To wygląda jak pozostawienie ludzi w zawodzie wysokiego ryzyka z nadzieją, że sami sobie jakoś poradzą.
Tymczasem praktyczne rekomendacje są dość oczywiste. Potrzebne są szkolenia z rozpoznawania objawów przeciążenia i traumy, jasne procedury pracy z drastycznymi materiałami. Ale i ostrzeżenia przed zawartością, rotacja przy najcięższych tematach, prawo do zejścia z materiału bez piętna. Krótkie rozmowy po trudnych zadaniach i realny dostęp do profesjonalnej pomocy psychologicznej. Dokładnie w tym kierunku idą raporty dotyczące newsroomów cyfrowych oraz zasoby Dart Center for Journalism and Trauma, które od lat podkreśla potrzebę ochrony zarówno źródeł, jak i samych dziennikarzy pracujących z przemocą i tragedią.
Dodałbym do tego jeszcze jedną rzecz z praktyki psychologicznej. W redakcji potrzebna jest nie tylko procedura, ale klimat. Jeśli przełożony potrafi powiedzieć „to był trudny materiał, sprawdźmy, jak z tobą jest”, zmienia się bardzo wiele. Jeśli zespół wie, że intruzje, bezsenność czy niechęć do kolejnego wyjazdu nie są kompromitacją, tylko sygnałem do zatrzymania i rozmowy, spada ryzyko zamiatania problemu pod dywan.
Co może zrobić dziennikarz, zanim kryzys urośnie
Nie wierzę w poradniki, które udają, że pięć prostych trików załatwi temat traumy zawodowej. Ale wierzę w konkret. Po pierwsze, nazywaj rzeczy po imieniu. Jeżeli po materiale wraca ci ten sam obraz, ten sam dźwięk, ta sama scena, nie mów sobie automatycznie, że to „nic”. Po drugie, obserwuj zmianę, a nie jednorazowy stan. Jeden zły sen po ciężkim dyżurze to nie to samo co trzy tygodnie bezsenności, drażliwości i unikania. Po trzecie, nie lecz się wyłącznie zadaniowością. Dla wielu dziennikarzy kolejne zlecenie bywa świetnym znieczuleniem, ale znieczulenie nie jest leczeniem.
Po czwarte, szukaj kontaktu z kimś, kto rozumie specyfikę zawodu. To ważne. Dziennikarz nie zawsze chce zaczynać od tłumaczenia, dlaczego wracanie do nagrania z tragedii po raz dziesiąty to nie to samo co „stresująca praca”. Po piąte, zauważ rolę ciała. Sen, napięcie, problemy żołądkowe, kołatanie serca, niechęć do określonych miejsc albo sygnałów dźwiękowych, to nie są banały. To bywa język, którym układ nerwowy mówi pierwszy.
Jeśli objawy trwają, nasilają się albo wyraźnie wpływają na pracę, relacje i codzienne funkcjonowanie, warto zgłosić się do specjalisty mającego doświadczenie w pracy z traumą. NIMH i National Center for PTSD przypominają, że PTSD jest zaburzeniem, które można skutecznie leczyć, a najlepiej przebadane formy pomocy obejmują psychoterapie skoncentrowane na traumie, takie jak CPT, EMDR czy Prolonged Exposure, a czasem także farmakoterapię. Najważniejsze jest jednak to, by nie mylić odwagi z odwlekaniem pomocy.
Dlaczego piszę o tym właśnie teraz
Piszę to, bo znam oba światy. Znam świat newsroomu, w którym człowiek potrafi przejść nad czymś „jak zawodowiec”, a potem w domu nie umie zasnąć. Znam też świat psychologii, w którym wiemy już wystarczająco dużo, by nie opowiadać więcej bajek o tym, że profesjonalizm chroni przed urazem. Nie chroni. Czasem wręcz utrudnia jego rozpoznanie, bo pozwala długo działać mimo narastających kosztów.
Piszę to także dlatego, że w polskiej rozmowie o mediach wciąż za mało jest miejsca na psychiczne bezpieczeństwo tych, którzy przynoszą nam cudze historie. Chętnie rozmawiamy o etyce wobec bohatera materiału. Słusznie. Ale za rzadko rozmawiamy o etyce wobec reportera, operatora, montażysty, wydawcy, redaktora audio i człowieka od weryfikacji treści. A przecież to oni są tymi, którzy dzień po dniu dotykają tego, od czego inni odwracają wzrok.
I jeszcze jedno. Ten tekst nie jest próbą rozmiękczania zawodu. Przeciwnie. Uważam, że dojrzałe dziennikarstwo powinno być twarde tam, gdzie chodzi o fakty, standardy i odpowiedzialność, ale nie powinno być ślepe na cenę psychiczną własnej pracy. Dziennikarz, który rozumie traumę, lepiej chroni nie tylko siebie, ale też swoich rozmówców, redakcję i samą wiarygodność opowieści.
Dlatego chcę mówić o tym głośno jako psycholog i były dziennikarz. Chcę o tym rozmawiać z reporterami, dziennikarkami, operatorami TV, montażystami, wydawcami, twórcami podcastów i redakcjami. Chcę też być użyteczny dla mediów wtedy, gdy szukają rzetelnego komentarza z obszaru psychologii, traumy, stresu, kryzysu psychicznego, pracy z osobami po urazie czy odpowiedzialnego języka wokół cierpienia.
Jeśli pracujesz w mediach i widzisz u siebie część tych doświadczeń, nie czytaj tego jak aktu oskarżenia. Czytaj to jak zgodę na nazwanie rzeczy po imieniu. A jeśli reprezentujesz redakcję i szukasz eksperckiego komentarza z obszaru psychologii, także jestem do rozmowy. Czasem pierwszy krok do zmiany zaczyna się nie od wielkiej interwencji, tylko od jednego uczciwego zdania. To mnie kosztuje i nie chcę już udawać, że jest inaczej.
Robert Błaszczyk (siedem dziewięć zero cztery zero cztery cztery zero cztery)
Wybrane źródła
Hodalska, M. (2017). Trauma dziennikarzy. Dziennikarstwo traumy. Kraków: Instytut Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej UJ.
Aoki, Y., Malcolm, E., Yamaguchi, S., Thornicroft, G., & Henderson, C. (2013). Mental illness among journalists: A systematic review. International Journal of Social Psychiatry, 59(4), 377-390. doi:10.1177/0020764012437676.
Feinstein, A., Owen, J., & Blair, N. (2002). A hazardous profession: War, journalists, and psychopathology. American Journal of Psychiatry, 159(9), 1570-1575.
Weidmann, A., & Papsdorf, J. (2010). Witnessing trauma in the newsroom: Posttraumatic symptoms in television journalists exposed to violent news clips. Journal of Nervous and Mental Disease, 198(4), 264-271. doi:10.1097/NMD.0b013e3181d612bf.
Browne, T., Evangeli, M., & Greenberg, N. (2012). Trauma-related guilt and posttraumatic stress among journalists. Journal of Traumatic Stress, 25(2), 207-210. doi:10.1002/jts.21678.
Feinstein, A. (2012). Mexican journalists: An investigation of their emotional health. Journal of Traumatic Stress, 25(4), 480-483. doi:10.1002/jts.21715.
Dubberley, S., Griffin, E., & Bal, H. M. (2015). Making Secondary Trauma a Primary Issue: A Study of Eyewitness Media and Vicarious Trauma on the Digital Frontline. Eyewitness Media Hub / First Draft.
Idås, T., Backholm, K., & Korhonen, J. (2019). Trauma in the newsroom: Social support, post-traumatic stress and post-traumatic growth among journalists working with terror. European Journal of Psychotraumatology, 10(1), 1620085.
Tyson, G., & Wild, J. (2021). Post-traumatic stress disorder symptoms among journalists repeatedly covering COVID-19 news. International Journal of Environmental Research and Public Health, 18(16), 8536. doi:10.3390/ijerph18168536.
Mohammed, I. (2025). A systematic review of the literature on the mental health of journalists reporting on war, conflict and terrorism: Gaps and recommendations for future studies. Journal. Media, 6(3), 129. doi:10.3390/journalmedia6030129.