Wczytywanie teraz

Trauma lubi adrenalinę?

Czy osoby z traumą częściej wchodzą w sporty ekstremalne, prowokują niebezpieczne sytuacje albo żyją tak, jakby ich układ nerwowy co jakiś czas musiał podejść do krawędzi własnej śmierci? To moje pytanie brzmi być może ostro. Może nawet niewygodnie. Jednak w gabinecie psychologicznym takie pytania rzadko są akademicką zabawą. One przychodzą razem z człowiekiem, który mówi, że nie boi się prędkości, bójki, samotnej jazdy nocą we mgle szybciej, niż można, ryzykownego seksu, wspinaczki bez rozsądnego przygotowania albo życia na granicy wyczerpania.

Ja sesji nigdy nie zaczynam od moralizowania. Generalnie w ogóle jestem przeciwnikiem nauczania, a zwolennikiem stworzenia takiej przestrzeni, aby poznać odpowiedź u źródła. Pytam, co to zachowanie robi dla człowieka. Czy daje jej, mu wolność. Czy daje ciszę. A może daje poczucie kontroli. Czy pozwala poczuć ciało, czy przeciwnie, pozwala na chwilę niczego nie czuć.

W psychotraumatologii nie interesuje mnie tylko samo zachowanie. Bardziej interesuje mnie jego funkcja. Ten sam skok ze spadochronem może być dla jednej osoby świadomym sportem, opartym na treningu, procedurach i… szacunku do życia. Dla innej może być próbą sprawdzenia, czy śmierć naprawdę ma do niej dostęp. Ten sam motocykl może być pasją, wolnością i dyscypliną. A może też stać się narzędziem powolnej autodestrukcji, elegancko przebranej za temperament.

Nie każda osoba po traumie szuka ryzyka. Nie każdy człowiek uprawiający sporty ekstremalne nosi w sobie traumę. To trzeba powiedzieć wyraźnie, bo inaczej wpadniemy w tanią psychologiczną publicystykę. Literatura naukowa jest tu bardziej subtelna. Badania pokazują, że PTSD wiąże się z ryzykownymi i autodestrukcyjnymi zachowaniami, a DSM-5 ujmuje ryzykowne lub destrukcyjne zachowanie jako jeden z objawów wzmożonego pobudzenia w PTSD. Nie oznacza to jednak automatycznie, że sport ekstremalny jest objawem zaburzenia. Oznacza raczej, że przy traumie trzeba uważnie patrzeć na relację między pobudzeniem, impulsem, kontrolą i pragnieniem intensywności.

Kiedy ciało myli spokój z zagrożeniem

Po traumie układ nerwowy często nie wraca po prostu do poprzedniego ustawienia. Zostaje w nim coś, co nazwałbym wewnętrznym alarmem bez wyraźnego dyżurnego. Człowiek może siedzieć w bezpiecznym pokoju, pić herbatę, rozmawiać z bliską osobą, a ciało zachowuje się tak, jakby za chwilę miało nastąpić uderzenie. Serce przyspiesza. Mięśnie są gotowe. Sen staje się płytki. Relacje wydają się niepewne. Cisza nie uspokaja, tylko drażni.

Właśnie tu zaczyna się pierwszy paradoks. Dla części osób po traumie spokój nie jest spokojem. Bywa pustką, napięciem albo oczekiwaniem na katastrofę. Niebezpieczeństwo może więc dawać dziwną ulgę, bo wreszcie świat zewnętrzny pasuje do świata wewnętrznego. Gdy jadę za szybko, wspinam się za wysoko, wchodzę w konflikt, balansuję na granicy, moje ciało może powiedzieć, że teraz przynajmniej ma powód, żeby być pobudzone.

Tak rozumiem wielu ludzi, którzy po traumie mówią, że „dopiero wtedy czują, że żyją”. Nie zawsze chodzi o ekscytację. Czasem chodzi o zgodność. Wewnętrzny pożar wreszcie znajduje zewnętrzny płomień.

Materiały kliniczne dotyczące traumy pokazują, że osoby po urazach psychicznych mogą przeżywać zarówno nadmiar emocji, jak i odrętwienie. Mogą też używać zachowań ryzykownych, impulsywnych, kompulsywnych lub autouszkadzających jako sposobu regulacji napięcia. To ważne, bo ryzyko nie zawsze jest „głupotą”. Czasem jest niebezpieczną, ale logiczną próbą poradzenia sobie z czymś, czego człowiek nie umie jeszcze nazwać.

Niebezpieczeństwo jako regulator emocji

W praktyce często widzę trzy mechanizmy. Pierwszy to poszukiwanie pobudzenia, gdy człowiek czuje pustkę. Drugi to rozładowanie napięcia, gdy emocji jest za dużo. Trzeci to powtórzenie traumy, czyli nieświadome wracanie do podobnego układu sił, w którym człowiek kiedyś był bezradny.

Pacjent po ciężkim wypadku komunikacyjnym mówił mi, że od tamtej pory jeździ samochodem „bardziej zdecydowanie”. W rzeczywistości jeździł szybciej, agresywniej i coraz częściej prowokował sytuacje, po których wysiadał z auta roztrzęsiony, ale też dziwnie uspokojony. Nie opowiadał o tym jak o pragnieniu śmierci. Mówił raczej, że na drodze przez kilka minut „wszystko jest proste”. Gaz, hamulec, odległość, reakcja. Żadnych wspomnień. Żadnej winy. Żadnego pytania, dlaczego przeżył.

Pacjentka po doświadczeniu przemocy w relacji szukała intensywnych kontaktów z mężczyznami, którzy od początku wysyłali sygnały zagrożenia. Nie nazywała tego autodestrukcją. Nazywała to „chemią”. Gdy zaczęliśmy rozmawiać głębiej, okazało się, że spokojny, przewidywalny mężczyzna wydawał jej się podejrzany. Niebezpieczny był zrozumiały. Czuły był obcy.

Inny pacjent, po latach upokorzeń w dzieciństwie trenował sporty walki. Sam trening był dla niego dobry. Problem zaczynał się wtedy, gdy szukał sparingów z dużo silniejszymi zawodnikami i prowokował sytuacje, w których mógł zostać dotkliwie pobity. Gdy pytałem, po co mu to, długo mówił o ambicji. Dopiero później pojawiło się zdanie, które zapamiętałem jako klinicznie prawdziwe. „Jak dostaję, to przynajmniej wiem, kim jestem”.

Nie podaję tych przykładów jako opisów konkretnych osób. Są kompozytowe, zanonimizowane i złożone z powtarzalnych motywów, które spotyka się w pracy z traumą. Łączy je jedno. Ryzyko bywa językiem, którym ciało opowiada historię, zanim człowiek znajdzie słowa.

Powtórzenie traumy i fałszywa kontrola

Jedno z najbardziej poruszających pojęć w psychotraumatologii dotyczy powtarzania traumy. Bessel van der Kolk pisał o przymusie powtarzania urazu, wskazując, że trauma może być odtwarzana na poziomie zachowania, emocji, fizjologii i relacji. Nie chodzi o prostą tezę, że ktoś „chce” cierpieć. Chodzi raczej o dramatyczną próbę odzyskania kontroli nad czymś, co kiedyś wydarzyło się bez zgody, bez wpływu i bez ratunku.

W gabinecie widzę to tak. Człowiek nie wraca do traumy dlatego, że ją polubił. Wraca, bo psychika próbuje dopisać inne zakończenie. Tym razem to ja zdecyduję. Ja wytrzymam. Tym razem nie będę ofiarą. Ja popatrzę śmierci w twarz i nie mrugnę.

Problem polega na tym, że życie nie jest terapią ekspozycyjną prowadzoną przez wyszkolonego specjalistę. Prowokowanie zagrożenia nie musi prowadzić do integracji traumy. Może prowadzić do kolejnych urazów, wypadków, uzależnień, zerwanych relacji i pogłębienia przekonania, że świat naprawdę jest polem bitwy.

Badania i opracowania kliniczne opisują reenactment, czyli odtwarzanie elementów traumy, jako zjawisko złożone. Może mieć charakter świadomy lub nieświadomy. Może dotyczyć relacji, seksualności, agresji, jazdy samochodem, samotnego chodzenia po niebezpiecznych miejscach albo wchodzenia w sytuacje, w których ciało znów przeżywa dawny alarm.

Ja dodałbym do tego jedną refleksję. Trauma często zabiera człowiekowi naturalne poczucie ciągłości. Przeszłość nie jest wtedy przeszłością. Ona staje się aktualnym systemem operacyjnym. Człowiek niby podejmuje nową decyzję, ale palce naciskają stare klawisze.

Sport ekstremalny nie jest diagnozą

Trzeba postawić wyraźną granicę. Sport ekstremalny nie jest sam w sobie zachowaniem samobójczym, patologicznym ani traumatycznym. Wspinaczka, nurkowanie, skoki spadochronowe, motocross, downhill, sporty walki czy żeglowanie oceaniczne mogą być drogą do samodyscypliny, regulacji emocji, wspólnoty, pokory wobec natury i głębokiego kontaktu z ciałem.

Przeglądy badań nad sportami ekstremalnymi wskazują, że przez lata zbyt mocno skupiano się na ryzyku i patologizowaniu uczestników, a zbyt słabo na pozytywnych aspektach takich aktywności. Nowsze prace pokazują, że motywacje są różne. Pojawia się poszukiwanie doznań, ale też samorealizacja, regulacja emocji, kontakt z naturą, sprawczość i rozwój kompetencji.

Właśnie dlatego pytanie nie powinno brzmieć, czy ktoś uprawia sport ekstremalny. Lepsze pytanie brzmi, jaką funkcję pełni ten sport w jego psychice. Czy ta osoba trenuje, planuje, respektuje procedury, umie się wycofać i dba o ciało. Czy raczej lekceważy zasady, potrzebuje coraz większej dawki ryzyka, ukrywa kontuzje, ignoruje bliskich i czuje ulgę dopiero wtedy, gdy realnie mogło dojść do tragedii.

Sport może być lekarstwem albo przykrywką. Różnica leży nie w kasku, linie, motocyklu czy rękawicach. Różnica leży w intencji, granicach i zdolności do zatrzymania się.

Adrenalina jako znieczulenie

Trauma często zostawia człowieka między dwoma skrajnościami. Z jednej strony jest nadmierne pobudzenie, czyli czujność, drażliwość, bezsenność, gotowość do walki lub ucieczki. Z drugiej pojawia się odrętwienie, dysocjacja, poczucie obcości wobec siebie, wrażenie, że życie dzieje się za szybą.

W tym układzie adrenalina może działać jak nielegalny farmaceuta duszy. Gdy jestem odrętwiały, ryzyko pozwala mi poczuć ciało. A gdy jestem przeciążony, ryzyko zawęża uwagę do jednego zadania. Gdy czuję chaos, niebezpieczeństwo wprowadza brutalny porządek.

Badania nad PTSD i zachowaniami ryzykownymi wskazują na znaczenie deregulacji emocji oraz impulsywności. W jednym z badań stwierdzono pozytywne związki między objawami PTSD, nagłą impulsywnością pod wpływem emocji i zachowaniami ryzykownymi. Inne prace opisują deregulację emocji jako mechanizm, który może wyjaśniać związek między PTSD a zachowaniami lekkomyślnymi lub autodestrukcyjnymi.

Przekładając to na język gabinetu, niektórzy ludzie po traumie nie ryzykują dlatego, że są odważni. Ryzykują, bo nie mają jeszcze innego sposobu na zmianę stanu wewnętrznego. Adrenalina staje się przełącznikiem. Niestety przełącznik z czasem potrzebuje coraz większego napięcia.

Gdy granica życia staje się testem

Wątek suicydologiczny wymaga delikatności. Nie każda osoba podejmująca skrajne ryzyko chce umrzeć. Czasem chce poczuć życie. A czasem chce przestać czuć ból. Czasem chce sprawdzić, czy los ją zatrzyma. A czasem igra ze śmiercią bez świadomej intencji samobójczej, ale obiektywnie zwiększa prawdopodobieństwo śmierci.

W psychologii samobójstw istnieje pojęcie nabytej zdolności do samobójstwa. Teoria ta zakłada, że powtarzalny kontakt z bólem, przemocą, urazem, niebezpieczeństwem lub innymi bolesnymi i prowokującymi doświadczeniami może obniżać lęk przed śmiercią i zwiększać tolerancję na ból. Nie jest to prosta recepta na diagnozę, ale jest to ważny trop kliniczny.

W praktyce pytam wtedy bardzo konkretnie. Czy zdarza się panu myśleć, że byłoby obojętne, gdyby coś się stało. A czy pani liczy czasem na to, że sytuacja wymknie się spod kontroli. Czy po ryzykownych zachowaniach pojawia się ulga, wstyd, duma czy rozczarowanie, że jednak nic się nie wydarzyło. Czy w tych sytuacjach jest alkohol, substancje, bezsenność, kłótnia albo rocznica traumatycznego wydarzenia.

Nie pytam po to, żeby kogoś przestraszyć. Pytam, bo czasem zachowanie ryzykowne jest zakamuflowaną rozmową o śmierci. Taką, której człowiek sam jeszcze nie umie przełożyć na zdania.

Przykład z gabinetu i granica rozsądku

Wyobrażam sobie pacjenta… Ma czterdzieści kilka lat, za sobą przemocowy dom, kilka strat i wypadek, z którego wyszedł prawie bez obrażeń. Z zewnątrz wygląda świetnie. Pracuje, zarabia, trenuje, podróżuje. Opowiada, że lubi „mocne życie”. Motocykl, samotne wyprawy, szybkie decyzje, trudne kobiety, trudne noce, dużo pracy.

Na pierwszych spotkaniach można by pomyśleć, że to po prostu człowiek intensywny. Później zaczyna się wyłaniać coś innego. On nie odpoczywa. Nie umie być w zwykłym dniu. Gdy nic się nie dzieje, czuje napięcie. Kiedy jest blisko czułości, robi się cyniczny. Po spokojnym weekendzie prowokuje awanturę. Po dobrej rozmowie jedzie nocą za szybko, jakby musiał przywrócić znany porządek świata.

W takim miejscu nie interesuje mnie odebranie mu motocykla, sportu czy temperamentu. Interesuje mnie odzyskanie wyboru. Chcę, żeby umiał odróżnić pasję od przymusu. Chcę, żeby zobaczył różnicę między „lubię intensywność” a „nie umiem znieść spokoju”. To nie jest mała różnica. To czasem granica między życiem a powolnym znikaniem.

Jak rozpoznać, że ryzyko służy traumie

Pierwszy sygnał to przymus. Człowiek nie wybiera intensywności, tylko musi po nią iść. Drugi sygnał to eskalacja. To, co kiedyś wystarczało, przestaje działać. Trzeci sygnał to pogarda dla procedur bezpieczeństwa. Czwarty to używanie ryzyka po kłótni, odrzuceniu, flashbacku, poczuciu wstydu albo pustki. Piąty to ulga po zagrożeniu, większa niż radość z samej aktywności.

Kolejny znak widzę w języku. Gdy ktoś mówi „wszystko mi jedno”, „najwyżej się stanie”, „przynajmniej coś poczuję”, „śmierć mnie nie rusza”, „nie mam nic do stracenia”, wtedy zapala mi się lampka. Niekoniecznie alarm natychmiastowy, ale lampka kliniczna. Takie zdania nie muszą oznaczać planu samobójczego. Mogą jednak oznaczać osłabiony instynkt ochrony siebie.

Jeszcze inny sygnał dotyczy relacji. Osoba po traumie może prowokować nie tylko fizyczne niebezpieczeństwo, ale także emocjonalne katastrofy. Wchodzi w relacje, które bolą. Testuje partnerów. Znika. Wraca. Atakuje, gdy robi się blisko. Wybiera ludzi niedostępnych, agresywnych albo chaotycznych. To też bywa sport ekstremalny, tylko bez kasku i bez kamer.

Co można z tym zrobić

Nie zaczynam od zakazu adrenaliny. Zakaz często tylko wzmacnia ukrywanie. Zaczynam od mapy. Proszę pacjenta, żeby przez dwa tygodnie zapisywał sytuacje, w których pojawia się potrzeba ryzyka. Interesuje mnie godzina, emocja, ciało, myśl, wcześniejsze wydarzenie, obecność alkoholu lub substancji, poziom snu, kontakt z bliskimi i to, co stało się po zachowaniu. Taka mapa często pokazuje, że „spontaniczność” ma swój rytm.

Drugi krok nazwałbym księgowością ryzyka. Nie pytam, czy coś jest fajne. Pytam, jaka jest cena. Co zyskujesz przez godzinę. Co tracisz przez tydzień. Kto płaci razem z tobą. Jak wygląda twoje ciało następnego dnia. Co dzieje się z relacją. Czy po wszystkim masz więcej wolności, czy więcej przymusu.

Trzecim elementem jest budowanie bezpiecznej intensywności. Osoby po traumie często nie potrzebują nudnego życia. Potrzebują życia, które jest intensywne, ale nie niszczy. Sport może zostać, lecz powinien wrócić do procedur. Trening zamiast chaosu. Instruktor zamiast samotnej brawury. Plan zamiast impulsu. Regeneracja zamiast udawania, że ciało jest maszyną.

Czwarty obszar to praca z układem nerwowym. Pomagają techniki uziemienia, regulacja oddechu, orientowanie się w przestrzeni, praca z napięciem mięśniowym, rozpoznawanie okna tolerancji i ćwiczenia interoceptywne. Dla części osób ważne będzie uczenie się odczuwania ciała bez natychmiastowego podkręcania bodźców. To może brzmieć banalnie, ale dla kogoś po traumie spokojne czucie ciała bywa bardziej wymagające niż skok w przepaść na linie.

Piąty element to praca psychologiczna nad pamięcią traumy, znaczeniem wydarzeń, winą, wstydem i unikaniem. Wytyczne NICE zalecają u dorosłych z PTSD między innymi terapię poznawczo-behawioralną skoncentrowaną na traumie, terapię przetwarzania poznawczego, terapię poznawczą dla PTSD, narracyjną terapię ekspozycyjną, przedłużoną ekspozycję oraz EMDR w określonych wskazaniach. Ja osobiście doceniam w tym zakresie Terapie Przetwarzania Poznawczego, którą mialem okazje poznać podczas studiów podyplomowych z traumatologii. Te podejścia nie polegają na przypadkowym rozdrapywaniu ran, lecz na uporządkowanej pracy z pamięcią, emocjami, unikaniem, znaczeniami i bezpieczeństwem.

Metody nowe i praktyczne

W mojej pracy szczególnie cenię proste narzędzia, które pacjent rozumie od razu. Pierwsze nazywam pauzą przed krawędzią. Człowiek umawia się ze sobą, że między impulsem a ryzykownym działaniem zawsze pojawia się dwadzieścia minut. Nie po to, żeby „być grzecznym”. Po to, żeby odzyskać korę przedczołową z rąk alarmu.

Drugie narzędzie to pytanie o prawdziwą potrzebę. Przed ryzykiem pacjent pyta siebie, czy chce bodźca, ulgi, kary, kontroli, zemsty, ciszy, kontaktu z ciałem czy dowodu, że przeżyje. Samo nazwanie potrzeby często zmniejsza władzę impulsu. Potwór lubi ciemność. Nazwany staje się bardziej administracyjny.

Trzecia metoda to zamiana ryzyka dzikiego na ryzyko oswojone. Człowiek nie rezygnuje z intensywności, lecz przenosi ją do przestrzeni z regułami. Ścianka wspinaczkowa zamiast samotnej wspinaczki bez asekuracji. Trening sportów walki zamiast bójki. Tor zamiast ulicy. Zimna woda z asekuracją zamiast samotnego testowania organizmu. W tej metodzie nie chodzi o odebranie ognia. Chodzi o zbudowanie kominka.

Czwarta rzecz to plan po adrenalinie. Wiele osób po ryzykownym zachowaniu wpada w zjazd emocjonalny. Dlatego ustalam z pacjentem, co robi po intensywności. Ciepły posiłek, kontakt z kimś bezpiecznym, sen, prysznic, zapisanie trzech zdań, zero alkoholu, żadnych kolejnych decyzji przez kilka godzin. Układ nerwowy ma dostać informację, że po pobudzeniu istnieje powrót.

Piąta metoda jest bardziej analityczna. Nazywam ją rozmową z częścią, która szuka krawędzi. Nie pytam, jak ją zniszczyć. Pytam, kogo chroni. Czego się boi. Ile ma lat. Kiedy powstała. Jaką ma funkcję. U wielu pacjentów ta część nie jest wrogiem. To stary ochroniarz, który nadal stoi pod nieistniejącym budynkiem i pilnuje drzwi, przez które już nikt nie wejdzie.

Moja refleksja jako psychologa i dziennikarza

Jako dziennikarz przez lata widziałem ludzi podczas i po wypadkach, tragediach i nagłych pęknięciach życia. Jako psycholog widzę później, co dzieje się z człowiekiem, gdy kamery gasną, służby odjeżdżają, a ciało nadal pamięta huk. Trauma nie zawsze wygląda jak płacz. Czasem to świetna forma, szybki samochód, ironiczny uśmiech, kolejny romans, kolejny wyjazd, kolejny dowód odwagi.

Myślę, że w kulturze zbyt łatwo mylimy intensywność z życiem. Podziwiamy ludzi, którzy „nie boją się niczego”, choć czasem powinniśmy zapytać, czy oni jeszcze potrafią się bać w sposób, który chroni. Rozsądek nie jest wrogiem. Bywa hamulcem życia, ale bywa też pasem bezpieczeństwa. Człowiek po traumie może mieć ten pas przecięty albo zaciśnięty tak mocno, że nie może oddychać.

Najbardziej interesuje mnie moment, w którym pacjent zaczyna mówić nie „muszę to zrobić”, ale „mogę wybrać”. To jest mała rewolucja. Pasja zostaje pasją. Sport zostaje sportem. Ciało przestaje być polem bitwy, a zaczyna być miejscem zamieszkania.

Kiedy potrzebna jest pomoc

Warto szukać pomocy, gdy ryzykowne zachowania powtarzają się po trudnych emocjach, odrzuceniu, konflikcie, alkoholu, flashbackach, bezsenności lub poczuciu pustki. Warto też reagować, gdy pojawiają się myśli typu „wszystko jedno, czy przeżyję”, gdy bliscy zaczynają się bać, gdy człowiek ukrywa swoje zachowania albo gdy po ryzyku czuje wstyd, ulgę i potrzebę kolejnej dawki.

Przy bezpośrednim zagrożeniu życia, zamiarze samobójczym lub utracie kontroli nad zachowaniem trzeba korzystać z pilnej pomocy. W Polsce w sytuacji nagłego zagrożenia należy dzwonić pod numer 112 albo zgłosić się do najbliższej izby przyjęć lub szpitalnego oddziału ratunkowego. Gabinet psychologiczny jest miejscem pracy nad mechanizmem, ale nagłe zagrożenie życia wymaga natychmiastowej interwencji.

Zamiast życia na krawędzi

Nie chcę odbierać ludziom odwagi. Chcę odróżniać odwagę od znieczulenia. Odwaga widzi ryzyko i nadal wybiera sens. Autodestrukcja udaje odwagę, ale najczęściej ucieka przed bólem. Sport ekstremalny może być drogą do życia. Może też być pięknie opakowaną próbą zniknięcia. Różnica jest czasem subtelna, ale klinicznie ogromna.

To bardzo ważne… Trauma nie musi rządzić ciałem do końca życia. Można nauczyć się regulować emocje bez prowokowania katastrofy. I można odzyskać spokój, który nie jest zamrożoną pustką. Ale i można zbudować intensywne życie, które nie składa siebie w ofierze na ołtarzu adrenaliny.

Jeżeli czujesz, że Twoje życie zbyt często zbliża się do granicy rozsądku, że powtarzasz niebezpieczne sytuacje albo że po traumie trudno Ci wytrzymać zwykły spokój, zapraszam do mojego gabinetu online. Pracuję jako psycholog, psycholog po studiach podyplomowych z psychotraumatologii z elementami suicydologii i dziennikarz popularyzujący psychoedukację. Termin konsultacji można znaleźć na moim profilu w portalu ZnanyLekarz.

Robert J Błaszczyk

Źródła, z których korzystałem

American Psychological Association i National Center for PTSD. PTSD and DSM-5. Materiał kliniczny VA opisujący kryteria PTSD, w tym ryzykowne lub destrukcyjne zachowanie jako objaw pobudzenia i reaktywności.

Contractor, A. A. i współautorzy. 2017. PTSD’s risky behavior criterion. Publikacja dotycząca kryterium ryzykownych i autodestrukcyjnych zachowań w DSM-5 oraz jego związku z objawami PTSD.

Lusk, J. D. i współautorzy. 2017. Reckless self-destructive behavior and PTSD in veterans. Badanie nad związkiem między zachowaniami lekkomyślnymi, nowymi zdarzeniami awersyjnymi i nasileniem PTSD u weteranów.

Levy, M. S. 1998. A helpful way to conceptualize and understand reenactments. Artykuł opisujący odtwarzanie traumatycznych wzorców i możliwe sposoby rozumienia reenactment.

van der Kolk, B. A. 1989. The compulsion to repeat the trauma. Re-enactment, revictimization, and masochism. Klasyczna praca o powtarzaniu traumy na poziomie behawioralnym, emocjonalnym i fizjologicznym.

SAMHSA i NCBI Bookshelf. Trauma-Informed Care in Behavioral Health Services. Rozdział Understanding the Impact of Trauma. Źródło opisujące reakcje emocjonalne, dysregulację, dysocjację, zachowania ryzykowne, reenactment i zasady pracy z traumą.

Weiss, N. H. i współautorzy. 2015. Posttraumatic stress disorder symptoms and risky behaviors. Badanie wskazujące związki między objawami PTSD, impulsywnością pod wpływem emocji i zachowaniami ryzykownymi.

Jin, L. i współautorzy. 2021. Examining indirect effects of emotion dysregulation between PTSD and reckless and self-destructive behaviors. Praca opisująca deregulację emocji jako mechanizm łączący PTSD z zachowaniami ryzykownymi i autodestrukcyjnymi.

Martinho, D. V. i współautorzy. 2024. Psychological traits of extreme sport participants. Przegląd badań nad motywacjami, emocjami i cechami osób uprawiających sporty ekstremalne, z uwzględnieniem pozytywnych aspektów tej aktywności.

Frontiers in Sports and Active Living. 2024. What factors explain extreme sport participation. Przegląd czynników wyjaśniających uczestnictwo w sportach ekstremalnych, w tym poszukiwania doznań, aleksytymii i samoregulacji emocji.

NICE. Post-traumatic stress disorder guideline NG116. Wytyczne dotyczące rozpoznawania i leczenia PTSD, w tym terapii poznawczo-behawioralnej skoncentrowanej na traumie, terapii przetwarzania poznawczego, narracyjnej terapii ekspozycyjnej, przedłużonej ekspozycji i EMDR.

Smith, P. N. i współautorzy. 2010. Capable of suicide. A functional model of the acquired capability for suicide. Praca dotycząca nabytej zdolności do samobójstwa, lęku przed śmiercią i tolerancji bólu.

Smith, P. N. i współautorzy. 2010. The acquired capability for suicide. A comparison of suicide attempters, suicide ideators, and non-suicidal controls. Badanie dotyczące nabytej zdolności do samobójstwa oraz ekspozycji na bolesne i prowokujące doświadczenia.

Share this content:

Opublikuj komentarz