Wczytywanie teraz

Pewność bez pokrycia

Człowiek czasem nie wie, że nie wie. Brzmi niewinnie, prawie jak drobna usterka w codziennym oprogramowaniu umysłu. Jednak w życiu potrafi z tego powstać psychologiczny pożar, w którym najgłośniej mówią ci, którzy najmniej sprawdzili własne przekonania. Efekt Dunninga Krugera opisuje właśnie tę osobliwą sytuację. Osoba o niskich kompetencjach w danej dziedzinie może przeceniać swoje możliwości, ponieważ brakuje jej nie tylko wiedzy, lecz także narzędzi do rozpoznania własnych braków.

Piszę o tym jako psycholog i dziennikarz, bo ten efekt żyje nie tylko w laboratoriach. Widać go w rozmowach rodzinnych, komentarzach internetowych, salach szkoleniowych, gabinetach psychologicznych, zespołach pracowniczych i związkach (i tych bliskich i zawodowych pewnie też…). Nieraz pojawia się tam, gdzie człowiek po kilku filmach, kursach, postach lub własnych doświadczeniach nabiera pewności, że widzi całą mapę. Tymczasem trzyma w ręku zaledwie bilet parkingowy.

Warto od razu powiedzieć uczciwie, że efekt Dunninga Krugera nie jest diagnozą, przepraszam za to słowo na tej stronie, głupoty. Nie służy do zawstydzania ludzi ani do eleganckiego obrażania ich przy kawie. Raczej pomaga zrozumieć, dlaczego tak trudno uczyć się tam, gdzie najbardziej potrzebujemy nauki. Największy problem nie polega na tym, że ktoś czegoś nie umie. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy nieumiejętność zakłada smoking eksperta i zaczyna prowadzić wykład.

Czym jest ten efekt

Efekt Dunninga Krugera został opisany pod koniec lat dziewięćdziesiątych przez Justina Krugera i Davida Dunninga. Badacze sprawdzali, jak ludzie oceniają swoje wyniki w zadaniach dotyczących logiki, gramatyki i rozpoznawania humoru. Uczestnicy, którzy osiągali najsłabsze wyniki, często oceniali siebie znacznie lepiej, niż wynikało to z ich realnych rezultatów. Co ważne, problem nie polegał wyłącznie na próżności. Mechanizm dotyczył metapoznania, czyli zdolności do oceniania własnego myślenia, działania i poziomu kompetencji.

Najprościej mogę powiedzieć, że człowiek potrzebuje pewnej wiedzy, aby zauważyć, że tej wiedzy mu brakuje. Brak kompetencji ma więc podwójny koszt. Najpierw utrudnia dobre wykonanie zadania. Później utrudnia rozpoznanie, że zadanie zostało wykonane źle. Taki umysł nie kłamie celowo. On po prostu nie ma jeszcze wystarczająco dokładnego lustra.

Zjawisko bywa mylone ze zwykłą arogancją. Arogancja może być stylem obronnym, sposobem dominacji albo maską lęku przed oceną. Efekt Dunninga Krugera jest subtelniejszy, bo dotyczy relacji między kompetencją a samooceną. Ktoś może być miły, spokojny i naprawdę przekonany, że rozumie temat. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy rzeczywistość zaczyna wystawiać rachunek za brak kalibracji.

Dobrze widać to w internecie. Po godzinie czytania o diecie, traumie, ADHD, narcyzmie, polityce albo inwestowaniu człowiek może poczuć szybki przypływ jasności. Nagle wszystko wydaje się proste. Eksperci komplikują, pacjenci przesadzają, nauczyciele się mylą, lekarze nie widzą oczywistości. Tak rodzi się złudzenie poznawczej pełni. Umysł dostał kilka puzzli i uznał, że ukończył całą układankę.

Skąd bierze się pewność

Pewność siebie sama w sobie nie jest problemem. Bez niej trudno byłoby działać, podejmować decyzje, występować publicznie, prowadzić firmę, uczyć się nowych rzeczy i wchodzić w relacje. Psychika potrzebuje pewnej dawki odwagi poznawczej. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy pewność odrywa się od informacji zwrotnej. Wtedy przestaje być paliwem, a staje się… mgłą.

Metapoznanie działa jak wewnętrzny audytor. Sprawdza, czy moje przekonanie pasuje do danych, czy moje wrażenie ma podstawy, czy moja interpretacja nie jest zbyt wygodna. U osób mniej kompetentnych w konkretnej dziedzinie ten audytor może być słabo wyszkolony. Człowiek nie widzi błędu, bo nie zna kryteriów, według których błąd można rozpoznać. Nie słyszy fałszu, bo nie zna melodii.

Z tego powodu początkujący często przechodzą przez fazę nadmiernej jasności. Pierwsza porcja wiedzy daje poczucie odkrycia. W psychologii może to wyglądać tak, że ktoś poznaje kilka pojęć i zaczyna nimi objaśniać wszystkich wokół. Partner staje się narcyzem, szef psychopatą, dziecko na pewno ma zaburzenie, a własna reakcja jest wyłącznie traumą. Wiedza, która miała poszerzyć rozumienie, zamienia się w pieczątkę.

Badania nad początkującymi pokazują, że niewielka ilość nauki może paradoksalnie podbić pewność szybciej niż realną kompetencję. To dobrze znane doświadczenie każdego, kto kiedyś zaczął uczyć się języka, psychologii, prawa lub inwestowania. Po kilku pierwszych sukcesach człowiek czuje, że zaczyna rozumieć system. Dopiero później odkrywa, ile poziomów zostało pod spodem. Rozwój bywa brutalnie elegancki, bo najpierw daje entuzjazm, a potem rachunek za uproszczenia. Już poza opisywanym efektem, niektórzy wielcy ludzie potrafią powiedzieć wówczas… wiem, że nic nie wiem.

W gabinecie psychologicznym pewność bywa też obroną. Niektórzy ludzie kurczowo trzymają się własnej wersji, ponieważ wątpliwość kojarzy im się z upokorzeniem. Zamiast powiedzieć nie wiem, wolą powiedzieć wiem doskonale. Taka postawa może wyrastać ze wstydu, doświadczenia krytyki, lęku przed zależnością albo potrzeby kontroli. Efekt poznawczy splata się wtedy z emocjonalną zbroją.

Kiedy wiedza udaje mądrość

Współczesność kocha szybkie skróty. Platformy społecznościowe karmią nas krótkimi formami, które obiecują natychmiastowe zrozumienie świata. Minuta filmu potrafi dać człowiekowi wrażenie, że właśnie opanował temat, który inni studiują latami. Wiedza nie jest już biblioteką, lecz strumieniem iskier. Problem w tym, że iskry oświetlają tylko przez chwilę.

Najbardziej zdradliwe są pojęcia psychologiczne, bo brzmią znajomo i dotyczą życia każdego z nas. Kiedy mówimy o lęku, traumie, narcyzmie, ADHD, manipulacji, depresji albo przywiązaniu, łatwo uznać, że własne doświadczenie wystarczy do oceny zjawiska. Osobiste doświadczenie jest ważne, ale nie jest całą wiedzą. Przeżycie daje dostęp do środka własnej historii, natomiast nie zastępuje diagnozy, badań, różnicowania i odpowiedzialnej interpretacji.

W praktyce widzę ludzi, którzy przychodzą już z gotową teorią. Jeden z pacjentów, nazwijmy go Adamem, był przekonany, że jego partnerka ma narcystyczne zaburzenie osobowości. Obejrzał wiele materiałów, zrobił notatki, znał listę objawów i opisywał relację językiem niemal sądowym. Gdy zaczęliśmy spokojnie rozróżniać zachowania, kontekst, jego własne reakcje i historię związku, obraz stał się mniej efektowny, ale bardziej prawdziwy. Pojawiły się niedojrzałe strategie komunikacyjne, lęk przed odrzuceniem, wzajemne zranienia i brak granic. Diagnoza partnerki nie była najważniejsza. Ważniejsze okazało się pytanie, co Adam robi ze swoim bólem i dlaczego potrzebuje jednej etykiety, która zamyka całą sprawę.

Podobny mechanizm dotyczy pracy. Menedżer, którego nazwę Marcinem, uważał, że jego zespół jest bierny i niekompetentny. Wypowiadał się szybko, oceniał ostro, oczekiwał natychmiastowych zmian. Kiedy analizowaliśmy konkretne sytuacje, okazało się, że nie dawał jasnych instrukcji, zmieniał decyzje i traktował pytania pracowników jak dowód słabości. Jego pewność była imponująca, ale nieskuteczna. Dopiero informacja zwrotna pozwoliła mu zobaczyć, że część problemu nie mieszkała w zespole, tylko w stylu zarządzania.

Takie przykłady nie służą ośmieszaniu. Każdy z nas może być Adamem albo Marcinem w dziedzinie, której jeszcze nie rozumie. Człowiek może mieć wysokie kompetencje zawodowe, a jednocześnie być początkujący w relacjach. Może świetnie liczyć pieniądze, a słabo czytać emocje. Nieraz pomaga innym, a nie widzi własnych mechanizmów obronnych. Żaden człowiek nie jest ekspertem od wszystkiego, choć internet czasem rozdaje takie złudzenie gratis.

Gabinet kontra iluzja

Gabinet psychologiczny jest miejscem, w którym pewność często powoli mięknie. Nie dlatego, że psycholog ma ją komuś odebrać. Raczej dlatego, że dobra rozmowa uczy precyzji. Zamiast wielkiego stwierdzenia wszyscy mnie lekceważą pojawia się pytanie o sytuacje, osoby, powtarzalność i wyjątki. Ogólne hasło mam toksyczną rodzinę ustępuje analizie wzorców, granic, lojalności i krzywd. Przy etykiecie jestem beznadziejny zaczyna się mapa konkretnych trudności.

Konsultacja psychologiczna nie polega na tym, by zamienić pewność pacjenta na pewność specjalisty. To byłaby tylko wymiana jednego tronu na drugi. Dobra konsultacja pomaga człowiekowi wejść w bardziej dojrzały kontakt z niepewnością. Paradoksalnie właśnie wtedy rośnie realna sprawczość. Kto umie powiedzieć nie wiem jeszcze, ten może zacząć się uczyć.

W pracy z pacjentami często widzę, że największy postęp następuje nie wtedy, gdy ktoś dostaje efektowną odpowiedź, lecz wtedy, gdy zaczyna zadawać lepsze pytania. Czy naprawdę mam dowody. Jaką część sytuacji pomijam. Co powiedziałaby osoba, która widzi mnie z boku. Kiedy podobny schemat pojawił się wcześniej. Czego nie chcę dopuścić do świadomości, bo byłoby to dla mnie niewygodne.

Jedna z pacjentek, nazwijmy ją Karoliną, przyszła z przekonaniem, że ma ADHD, ponieważ rozpoznawała się w wielu internetowych opisach. Trudności były realne. Miała chaos w planowaniu, spóźnienia, impulsywne zakupy i problem z kończeniem zadań. Jednak w rozmowie pojawił się także przewlekły stres, niedobór snu, żałoba i wielomiesięczne przeciążenie. Samo hasło ADHD mogło być pomocnym tropem, ale nie mogło zastąpić diagnozy różnicowej. Karolina nie potrzebowała odebrania sobie prawa do poszukiwania odpowiedzi. Potrzebowała uporządkowania hipotez.

Właśnie tutaj efekt Dunninga Krugera staje się praktycznym tematem. Człowiek cierpiący może trafić na proste wyjaśnienie i poczuć ulgę. Niestety ulga nie zawsze oznacza trafność. Psychologiczna praca polega na tym, by nie wyrzucać tej ulgi do kosza, lecz sprawdzić, czy prowadzi do prawdy, czy tylko do wygodnej narracji.

Internet i eksperci z mgły

Sieć stworzyła niezwykły dostęp do wiedzy. To wielki dar, choć zapakowany w pudełko z petardami. Nigdy wcześniej tak wielu ludzi nie mogło tak szybko sprawdzać badań, słuchać wykładów i poznawać pojęć z psychologii. Jednocześnie nigdy wcześniej tak łatwo nie było pomylić ekspozycji na treść z kompetencją. Sam fakt, że coś widziałem, nie znaczy, że to rozumiem.

Efekt Dunninga Krugera szczególnie dobrze rośnie w środowiskach, gdzie brakuje natychmiastowej korekty. Kiedy ktoś gra na instrumencie, fałsz często słychać od razu. Gdy ktoś źle prowadzi samochód, świat potrafi szybko odpowiedzieć klaksonem, mandatem albo rowem. W psychologii, polityce, wychowaniu, zdrowiu i relacjach odpowiedź bywa opóźniona. Można latami podtrzymywać błędne przekonania, bo ich skutki rozlewają się powoli.

Dodatkowo media społecznościowe wzmacniają pewność poprzez aplauz podobnych osób. Jeżeli grupa nagradza prostą, ostrą opinię, człowiek dostaje społeczny dowód słuszności. Algorytm nie pyta, czy masz rację. System pyta, czy zatrzymałeś uwagę. Najbardziej stanowcze treści często wygrywają z najbardziej odpowiedzialnymi, ponieważ odpowiedzialność poznawcza bywa mniej widowiskowa niż werbalny fajerwerk.

Widać to szczególnie przy dezinformacji. Badania nad oceną prawdziwości informacji pokazują, że nadmierna pewność w rozpoznawaniu fałszywych wiadomości może iść w parze z większą podatnością na nieprawdę. To bardzo ludzki dramat. Ktoś uważa, że jest odporny na manipulację, więc przestaje sprawdzać. W ten sposób pewność, która miała chronić, staje się otwartymi drzwiami.

Sztuczna inteligencja dokłada do tego nowy rozdział. Narzędzia AI mogą pomagać, porządkować i inspirować, ale mogą także tworzyć złudzenie, że użytkownik rozumie więcej, niż naprawdę rozumie. Kiedy gotowa odpowiedź pojawia się szybko i elegancko, łatwo pomylić sprawne użycie narzędzia z własną kompetencją. Dlatego w czasach AI pytanie o metapoznanie jest jeszcze ważniejsze. Nie chodzi już tylko o to, co wiem. Chodzi też o to, czy wiem, skąd to wiem i jak bardzo mogę temu ufać.

Dlaczego to rani relacje

Efekt Dunninga Krugera nie jest tylko problemem intelektualnym. W relacjach może stać się narzędziem przemocy symbolicznej, choć często nieintencjonalnej. Osoba przekonana o własnej trafności przestaje słuchać. Zamiast rozmowy pojawia się diagnozowanie partnera, dziecka, rodzica albo współpracownika. W miejsce ciekawości pojawia się werdykt.

Nadmierna pewność jest szczególnie trudna dla bliskich osób, ponieważ zamyka przestrzeń negocjacji. Jeśli ktoś wie na pewno, co drugi człowiek czuje, myśli i planuje, to nie potrzebuje już go pytać. Relacja zamienia się wtedy w teatr jednego interpretatora. Druga osoba ma tylko potwierdzać scenariusz albo zostać uznana za oporną.

W praktyce psychologicznej zdarza się, że pacjent przychodzi z bólem po rozmowach, w których był nieustannie definiowany. Słyszał, że ma problem z ego, że na pewno wypiera emocje, że reaguje toksycznie, że jego granice są tylko manipulacją. Czasem takie słowa padają z ust osób, które naprawdę interesują się psychologią. Właśnie dlatego wiedza psychologiczna wymaga pokory. Jest skalpelem, nie pałką.

Relacyjny wymiar tego efektu widać także w konfliktach rodzinnych. Osoba najbardziej stanowcza może ustawić narrację całej rodziny. Kto mówi z pewnością, ten bywa uznawany za bardziej kompetentnego. Spokojniejsi, bardziej refleksyjni członkowie systemu mogą tracić głos, bo potrzebują czasu na namysł. Tymczasem prawda psychologiczna często przychodzi później… z dokumentami pod pachą.

Niepewność bywa w relacjach formą szacunku. Zdanie mogę się mylić nie jest słabością, lecz zaproszeniem drugiego człowieka do istnienia. Dojrzała rozmowa zaczyna się wtedy, gdy własna interpretacja nie udaje wyroku. W tym sensie praca nad efektem Dunninga Krugera jest również pracą nad empatią.

Gdzie kończy się mem

Popularna kultura zrobiła z efektu Dunninga Krugera wygodną maczugę. Wystarczy powiedzieć, że ktoś ma ten efekt, i już można poczuć się wyżej. To kuszące, ale niebezpieczne. Jeżeli używam pojęcia o braku samoświadomości do wywyższania własnej samoświadomości, mogę właśnie demonstrować problem, który opisuję. Psychologia ma czasem poczucie humoru ostrzejsze niż brzytwa.

W nauce obraz jest bardziej złożony niż w internetowych grafikach. Część badań potwierdza, że osoby słabiej wykonujące zadania mają tendencję do zawyżania samooceny. Inni autorzy pokazują, że klasyczny wykres efektu może być częściowo wynikiem sposobu liczenia, regresji do średniej, trudności pomiaru i efektu lepszy niż przeciętny. Jeszcze inne prace sugerują, że efekt istnieje, ale jego siła może być mniejsza, niż przedstawiają popularne opisy.

Taka korekta nie niszczy wartości zjawiska. Raczej ją dojrzale ustawia. Efekt Dunninga Krugera nie powinien być traktowany jak uniwersalne prawo natury, które wyjaśnia każdą głupią wypowiedź. Lepiej widzieć w nim jedną z ważnych hipotez o relacji między umiejętnościami, samooceną i informacją zwrotną. Psychologicznie to wystarczy, by zachować czujność.

Krytyka naukowa uczy też pokory wobec samego pojęcia. Jeśli artykuł o efekcie Dunninga Krugera ma sens, to nie dlatego, że pozwala nam wskazać palcem innych. Ma sens dlatego, że kieruje lustro także na nas, na mnie też. Bo każdy człowiek ma obszary kompetencji i obszary ślepoty. Pytanie nie brzmi, czy jestem wolny od złudzeń. Brzmi raczej, czy mam system, który pomaga mi je wykrywać. Hm?

Ten system może obejmować konsultację, superwizję, szkolenie, diagnozę, rzetelny test, rozmowę z kimś mądrze krytycznym i gotowość do korekty. Bez takiego systemu nawet inteligencja może stać się narzędziem racjonalizacji. Człowiek bardzo bystry potrafi produkować bardzo eleganckie uzasadnienia dla bardzo błędnych przekonań.

Jak odzyskać kalibrację

Najlepszym lekarstwem na nadmierną pewność nie jest upokorzenie. Upokorzenie zwykle zamyka człowieka w obronie. Skuteczniejsza jest kalibracja, czyli stopniowe dopasowywanie samooceny do danych. W praktyce oznacza to regularne sprawdzanie, czy moje poczucie kompetencji odpowiada realnym wynikom, opiniom i konsekwencjom.

Dobrym początkiem jest rozdzielenie tożsamości od umiejętności. Brak wiedzy nie oznacza głupoty. Potrzeba pomocy nie odbiera wartości. Zmiana zdania nie jest kapitulacją. Taki sposób myślenia obniża lęk przed informacją zwrotną. Gdy błąd przestaje być wyrokiem o człowieku, może stać się instrukcją obsługi rozwoju.

Kolejnym krokiem jest szukanie feedbacku od osób, które mają kompetencje i potrafią mówić konkretnie. Pochwały od fanów własnego stylu są przyjemne, ale nie zawsze rozwijające. Krytyka od przypadkowych ludzi może być głośna, ale pusta. Najcenniejsza informacja zwrotna mówi, co działa, co nie działa, na jakiej podstawie i co można zmienić. Bez konkretu feedback jest tylko pogodą emocjonalną.

Warto też ćwiczyć język prawdopodobieństwa. Zamiast mówić na pewno, można powiedzieć wygląda na to. Gdy pojawia się stwierdzenie wszyscy tak robią, lepiej zapytać, jak często to się dzieje. Przy diagnozowaniu człowieka po jednym zachowaniu rozsądniej mówić o hipotezie. Taki język nie odbiera siły. On dodaje precyzji.

Pomaga również kontakt z trudnością. Rzeczywista nauka zaczyna się tam, gdzie zadanie przestaje nas głaskać. Jeżeli wszystko wydaje się łatwe, możliwe, że jeszcze nie dotarliśmy do właściwego poziomu. Eksperci często są bardziej ostrożni nie dlatego, że mniej wiedzą. Przeciwnie, wiedzą więcej o wyjątkach, ograniczeniach i kosztach błędu.

W psychologii szczególnie ważna jest gotowość do różnicowania. Podobne objawy mogą mieć różne źródła. Chaos może wynikać z ADHD, depresji, stresu, przeciążenia, problemów snu, używek albo kryzysu życiowego. Wycofanie może być lękiem, żałobą, strategią ochronną, cechą temperamentu albo reakcją na realnie trudne środowisko. Im prostsza odpowiedź na złożony problem, tym bardziej warto ją sprawdzić.

Pokora jako siła

Pokora bywa źle rozumiana. Nie oznacza, przynajmniej dla mnie, chodzenia z pochyloną głową i przepraszania za własne istnienie. W wersji psychologicznie zdrowej jest spokojną zgodą na to, że mój umysł może się mylić. Taka pokora nie osłabia. Ona zwiększa kontakt z rzeczywistością.

Człowiek pokorny poznawczo nie rezygnuje z opinii. Raczej trzyma je w dłoni, nie zaciska na nich pięści. Potrafi działać mimo niepełnej wiedzy, ale umie też aktualizować mapę. W świecie, który nagradza pewność, taka postawa może wyglądać mniej efektownie. Na dłuższą metę jest jednak bezpieczniejsza, dojrzalsza i bardziej twórcza.

Dla pacjentów ważne jest, że pokora wobec własnego poznania nie musi odbierać poczucia sprawczości. Wręcz przeciwnie. Kiedy wiem, czego nie wiem, mogę wybrać właściwą pomoc, właściwe źródło, właściwe pytanie i właściwy kierunek pracy. Nie muszę już bronić fasady wszechwiedzy. Mogę budować realną kompetencję.

Dla specjalistów to również ważna lekcja. Psycholog, lekarz, trener, nauczyciel, dziennikarz czy menedżer też może wpaść w złudzenie własnej nieomylności. Tytuł, doświadczenie i dobra opinia nie szczepią przeciw błędom poznawczym. Dlatego potrzebujemy standardów, etyki, superwizji, aktualizacji wiedzy i rozmów z ludźmi, którzy potrafią powiedzieć spokojnie, że coś wymaga poprawy.

W życiu osobistym pokora poznawcza może ratować relacje. Pozwala zapytać, zamiast oskarżyć. Umożliwia przeprosiny bez teatralnego samobiczowania. Daje miejsce drugiemu człowiekowi, który nie musi już walczyć z naszym gotowym wyrokiem. Czasem najzdrowsze zdanie w konflikcie brzmi nie wiem, czy dobrze cię rozumiem.

Konsultacja jako kompas

Konsultacja psychologiczna może działać jak kompas w terenie, w którym emocje zamieniają wszystkie drzewa miejscami. Nie chodzi o to, by psycholog powiedział pacjentowi, co ma myśleć. Znacznie ważniejsze jest wspólne sprawdzenie, czy dana interpretacja naprawdę prowadzi do rozwiązania, czy jedynie daje chwilową ulgę.

Rozmowa pomaga oddzielić fakty od wniosków. Pacjent może powiedzieć partner mnie ignoruje, a potem wspólnie sprawdzamy, co dokładnie się wydarzyło, jak często to wraca, jakie były inne możliwe wyjaśnienia i co dzieje się w ciele, kiedy pojawia się taka myśl. Taka praca nie unieważnia emocji. Ona daje im ramę, żeby nie musiały prowadzić całego śledztwa same.

W obszarze samooceny konsultacja bywa szczególnie cenna. Człowiek może jednocześnie zaniżać siebie w jednym miejscu i zawyżać w innym. Ktoś, kto w pracy uważa się za nieomylnego, w relacji może czuć się bezwartościowy. Inna osoba, która deklaruje pełne zrozumienie swoich reakcji, może nie widzieć, jak bardzo boi się odrzucenia. Psychika rzadko działa liniowo. Częściej przypomina mieszkanie po przeprowadzce, gdzie ważne rzeczy są w pudełkach z mylącymi podpisami.

Spotkanie z psychologiem nie jest więc naprawą zepsutego człowieka. Jest raczej profesjonalną przestrzenią, w której można obejrzeć własne przekonania bez hałasu, wstydu i internetowego trybunału. Dzięki temu łatwiej zauważyć, gdzie kończy się wiedza, a zaczyna domysł. Łatwiej też wybrać następny krok, który nie wynika wyłącznie z lęku, gniewu albo chwilowej pewności.

Po co nam ta lekcja

Efekt Dunninga Krugera jest opowieścią o granicach samooceny. Zjawisko to pokazuje, że człowiek nie zawsze jest dobrym sędzią własnych kompetencji, zwłaszcza wtedy, gdy dopiero zaczyna uczyć się danej dziedziny. Uczy też, że poczucie pewności nie jest tym samym co prawda. Można być bardzo przekonanym i bardzo daleko od rzeczywistości.

Największa wartość tego pojęcia nie polega na tym, że daje nam nową etykietę dla innych ludzi. Jego siła polega na tym, że uczy ostrożności wobec własnej głowy. Gdy następnym razem poczujemy natychmiastową pewność, warto zapytać, skąd ona się wzięła. Czy wynika z doświadczenia, danych i sprawdzonej wiedzy. A może z ulgi, gniewu, lęku albo atrakcyjnej narracji, która przyszła za łatwo.

W świecie pełnym szybkich opinii dojrzałość poznawcza staje się formą higieny psychicznej. Nie musimy wiedzieć wszystkiego. Możemy też nie mieć natychmiastowego zdania na każdy temat. Wolno nam uczyć się rozpoznawać własne granice i traktować je nie jak klęskę, lecz jak początek lepszej orientacji.

Jako psycholog często widzę, że prawdziwa zmiana zaczyna się od małego pęknięcia w zbyt twardej pewności. Człowiek przychodzi z gotową odpowiedzią, a wychodzi z lepszym pytaniem. Niby mniej wie, a jednak jest bliżej siebie. To jeden z piękniejszych paradoksów pracy psychologicznej.

Jeżeli czujesz, że pewne schematy w Twoim życiu wracają, że trudno Ci przyjmować informację zwrotną, że zbyt szybko oceniasz siebie albo innych, albo że potrzebujesz uporządkować swoje myśli, zapraszam na sesje i konsultacje psychologiczne online. Pracuję z osobami z Polski i z zagranicy, z możliwością umówienia spotkania przez ZnanyLekarz. W bezpiecznej rozmowie można sprawdzić własne hipotezy, nazwać emocje, odróżnić wiedzę od napięcia i zrobić miejsce na bardziej świadome decyzje. Bo czasem największym krokiem naprzód jest zdanie proste, odważne i bardzo ludzkie. Mogę się czegoś nauczyć.

Robert J. Błaszczyk

Share this content:

Opublikuj komentarz