Władza psuje?
Czy władza naprawdę zmienia ludzi?
Jako psycholog, były dziennikarz i popularyzator psychoedukacji często słyszę pytanie, czy władza zmienia ludzi, czy tylko ujawnia to, co już w nich było? Odpowiadam zwykle ostrożnie, bo w psychologia wszystko zależy. Władza może wzmacniać pewne cechy, osłabiać samokontrolę, zmniejszać wrażliwość na sygnały płynące od innych i dawać człowiekowi złudzenie wyjątkowości. Nie oznacza to jednak, że każdy polityk, prezes, dyrektor, lider społeczny czy właściciel firmy „ma zaburzenia”.
W przestrzeni publicznej łatwo przykleić etykietę. Ktoś mówi pewnym tonem, więc nazywa się go narcyzem. Inna osoba podejmuje twarde decyzje, dlatego pojawia się określenie „psychopata”. Jeszcze ktoś sprawnie rozgrywa konflikty, więc szybko słyszy, że jest makiaweliczny. Rozumiem pokusę takich skrótów, bo jako były dziennikarz wiem, że mocne zdania przyciągają uwagę. Jako psycholog wiem jednak, że mocne zdanie nie zawsze jest zdaniem trafnym.
Najbezpieczniejsze pytanie nie brzmi więc, „czy liderzy są zaburzeni?”. Znacznie uczciwiej pytam, jakie cechy pomagają zdobywać władzę, a jakie stają się ryzykowne, gdy człowiek władzę już posiada? Tak postawiony problem pozwala mi mówić o psychologii władzy bez obrażania, bez diagnozowania na odległość i bez zamieniania psychoedukacji w plotkę.
Cecha osobowości to nie diagnoza
W psychologii bardzo pilnuję rozróżnienia między cechą a zaburzeniem. Cecha osobowości oznacza względnie stały sposób reagowania, myślenia i przeżywania. Zaburzenie osobowości jest czymś poważniejszym. Wiąże się z utrwalonym wzorcem funkcjonowania, cierpieniem, szkodami w relacjach, trudnościami adaptacyjnymi i spełnieniem określonych kryteriów diagnostycznych. Diagnoza wymaga badania, wywiadu, kontekstu, czasu oraz odpowiedzialności klinicznej.
Ktoś może mieć wysoką potrzebę uznania, ale nie musi mieć narcystycznego zaburzenia osobowości. Inna osoba może być chłodna w negocjacjach, jednak nie oznacza to automatycznie psychopatii. Kolejny lider może lubić kontrolę, a mimo to zachowywać zdolność do empatii, refleksji i naprawiania błędów. Takie rozróżnienie jest ważne, bo język psychologii powinien wyjaśniać, a nie służyć do piętnowania.
Przykład widzę tak, że pan A., dyrektor dużego zespołu, bardzo lubi publiczne wystąpienia i dobrze czuje się w centrum uwagi. Po prezentacji sprawdza, kto go pochwalił, a krytyczne komentarze długo przeżywa. Taki opis może wskazywać na nasilone cechy narcystyczne, czyli potrzebę podziwu i wrażliwość na ocenę. Nie daje mi jednak prawa do postawienia diagnozy. Dopiero gdybym zbadał trwałość tego wzorca, wpływ na relacje, poziom cierpienia i szkodliwość zachowań, mógłbym myśleć klinicznie.
Ciemna triada władzy
Jednym z najczęściej opisywanych pojęć w psychologii osobowości jest ciemna triada. Obejmuje ona narcyzm, makiawelizm i psychopatię podkliniczną. Celowo podkreślam słowo „podkliniczna”, ponieważ nie mówię tu o diagnozie psychiatrycznej ani o przestępczości. Opisuję raczej zestaw cech, które mogą pojawiać się w różnym nasileniu u osób funkcjonujących społecznie, zawodowo i publicznie.
Narcyzm oznacza zawyżone poczucie własnej wyjątkowości, silną potrzebę uznania, koncentrację na wizerunku i przekonanie o prawie do szczególnego traktowania. Makiawelizm polega na chłodnej kalkulacji, manipulowaniu innymi i traktowaniu relacji jako narzędzi do osiągania celu. Psychopatia wiąże się z niskim lękiem, impulsywnością, powierzchownym urokiem, mniejszą wrażliwością na konsekwencje społeczne i obniżoną empatią emocjonalną.
Dla jasności podam zanonimizowany przykład. Pani B., liderka lokalnej organizacji, mówi zespołowi, że „wszyscy są rodziną”, ale prywatnie skłóca ludzi, przekazuje każdemu inną wersję tej samej sprawy i nagradza osoby najbardziej lojalne wobec niej. Publicznie jest ciepła, elokwentna i pełna misji. W kuluarach używa ludzi jak pionków. W takim zachowaniu widzę przykład makiawelizmu. Relacja nie jest spotkaniem dwóch podmiotów, lecz narzędziem wpływu.
Ciemna triada bywa atrakcyjna na starcie kariery, bo daje pewność siebie, odporność na napięcie i gotowość do rywalizacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy te cechy zastępują sumienie, odpowiedzialność i zdolność przyjmowania informacji zwrotnej.
Narcyzm lidera w praktyce
Narcyzm u lidera często myli się z charyzmą. Rozumiem, skąd bierze się ta pomyłka. Osoba narcystyczna potrafi mówić porywająco, tworzyć wielkie wizje, odważnie występować publicznie i budować wokół siebie atmosferę wyjątkowości. W krótkiej perspektywie może wyglądać jak naturalny przywódca. Dłuższa obserwacja pokazuje jednak, czy pod charyzmą jest odpowiedzialność, czy tylko potrzeba podziwu.
Narcystyczny styl przywództwa rozpoznaję nie po samej pewności siebie, lecz po sposobie reagowania na granice. Zdrowy lider słyszy krytykę, może się złościć, ale wraca do rozmowy i sprawdza fakty. Lider narcystycznie zraniony często traktuje krytykę jak atak na własną wartość. Zamiast pytać, „co mogę poprawić?”, zaczyna szukać winnych, deprecjonować rozmówcę albo tworzyć narrację o zdradzie.
Wyobrażam sobie pana C., prezesa firmy technologicznej. Na spotkaniach mówi, „ta firma istnieje dzięki mnie”. Kiedy zespół ostrzega przed ryzykownym przejęciem, odbiera to jako brak wiary w jego geniusz. Po sukcesie występuje w mediach sam, a po porażce wskazuje na „nieudolnych wykonawców”. Tak działa mechanizm przypisywania sukcesów sobie i przerzucania porażek na innych. Psychologicznie widzę tu ryzyko narcystycznej obrony obrazu siebie.
Zdrowa ambicja pozwala budować. Nadmierny narcyzm potrafi zamienić organizację w lustro, w którym lider chce stale oglądać własną wielkość.
Makiawelizm i manipulacja
Makiawelizm jest szczególnie groźny, bo często przebiera się za skuteczność. Osoba makiaweliczna potrafi być spokojna, uprzejma, strategiczna i cierpliwa. Nie musi krzyczeć ani dominować wprost. Czasem wystarczy, że konsekwentnie zarządza informacją, dawkuje dostęp do siebie, tworzy niejasne sojusze i sprawia, że ludzie zaczynają walczyć o jej uznanie.
Definiuję makiawelizm jako skłonność do instrumentalnego traktowania innych, manipulowania i chłodnego planowania działań bez większego uwzględniania emocjonalnych kosztów po stronie ludzi. Instrumentalne traktowanie oznacza, że drugi człowiek przestaje być osobą z własnymi potrzebami, a staje się środkiem do celu. Władza bardzo sprzyja takiemu zniekształceniu, bo im wyżej ktoś jest w hierarchii, tym łatwiej może zapomnieć, że decyzje spadają na realne życia innych osób.
Przykład pani D., menedżerka w instytucji publicznej, mówi jednej pracownicy, że tylko ona jest „naprawdę zaufana”. Drugiej sugeruje, że pierwsza kwestionuje jej kompetencje. Trzeciej obiecuje awans, ale prosi o donoszenie na zespół. Formalnie nie łamie procedur, jednak tworzy atmosferę nieufności. Tutaj manipulacja polega na sterowaniu relacjami przez selektywne informacje i nagradzanie zależności.
Ryzyko makiawelizmu polega na niszczeniu zaufania. Organizacja może jeszcze przez jakiś czas działać sprawnie, ale psychologiczny koszt rośnie. Ludzie przestają mówić prawdę, zaczynają grać role i uczą się, że bezpieczeństwo zależy od przypodobania się liderowi.
Psychopatia bez mitów
Słowo „psychopatia” działa jak zapalnik. W debacie publicznej bywa używane jako obelga, a w popkulturze kojarzy się z przemocą i kryminałem. W psychoedukacji wolę mówić precyzyjnie, że psychopatia nie oznacza automatycznie zaburzenia, przestępczości ani braku jakichkolwiek emocji. Oznacza raczej pewien zestaw cech, takich jak niski poziom lęku, impulsywność, odporność na stres, powierzchowny urok, chłód emocjonalny i mniejsza wrażliwość na konsekwencje społeczne.
W przywództwie część tych cech może początkowo wyglądać korzystnie. Lider, który nie panikuje, szybko decyduje i dobrze wypada w kryzysie, bywa odbierany jako silny. Kłopot pojawia się wtedy, gdy niski lęk łączy się z brakiem refleksji moralnej. Odwaga bez odpowiedzialności staje się brawurą. Spokój bez empatii może przejść w bezwzględność.
Przykład pana E., szefa sprzedaży, który po grupowych zwolnieniach mówi do zespołu, „nie rozumiem, po co te emocje, liczby się zgadzają”. Nie pyta, jak komunikowano decyzję, nie interesuje go lęk ludzi, nie widzi potrzeby wyjaśnień. Z perspektywy zarządczej może wyglądać na twardego. Psychologicznie dostrzegam deficyt empatii emocjonalnej, czyli ograniczoną zdolność współodczuwania z drugim człowiekiem.
Nie chodzi o to, że lider ma płakać przy każdej trudnej decyzji. Istotne jest, czy potrafi widzieć człowieka po drugiej stronie konsekwencji. Tam właśnie przebiega granica między stanowczością a destrukcyjnym chłodem.
Polityka przyciąga ambitnych
Polityka, biznes i wysokie stanowiska przyciągają osoby ambitne. Nie widzę w tym nic złego. Ambicja może być zdrową siłą rozwojową, jeśli łączy się z odpowiedzialnością, kompetencją i służebnym rozumieniem roli. Problem zaczyna się wtedy, gdy ambicja staje się głodem dominacji, a wpływ przestaje być narzędziem działania na rzecz sprawy, ponieważ zamienia się w cel sam w sobie.
Osoby dążące do władzy często mają wysoką potrzebę wpływu. Ta potrzeba oznacza pragnienie oddziaływania na ludzi, decyzje, kierunki zmian i społeczne znaczenia. W dobrej wersji daje energię do reform, przywództwa i reprezentowania grupy. W ryzykownej wersji prowadzi do kontroli, rywalizacji o status i niechęci wobec każdego, kto ogranicza swobodę lidera.
Zanonimizowany przykład z pogranicza polityki lokalnej. Pan F. zaczyna jako aktywista, który naprawdę chce poprawić jakość życia mieszkańców. Po kilku latach funkcjonowania w samorządzie coraz częściej mówi, „beze mnie to wszystko się rozpadnie”. Krytyków nazywa wrogami miasta, a pytania dziennikarzy traktuje jako zamach na wspólnotę. W tym miejscu obserwuję niebezpieczne utożsamienie siebie z instytucją.
Taki mechanizm jest psychologicznie ważny. Gdy lider zaczyna mylić lojalność wobec siebie z lojalnością wobec państwa, firmy, partii albo wartości, otoczenie traci prawo do sprzeciwu. Wtedy polityka lub organizacja staje się sceną osobistej wielkości, nie przestrzenią odpowiedzialności.
Syndrom pychy i głód misji
Syndrom pychy, opisywany w literaturze jako hubris syndrome, o którym pisałem dwa teksty wcześniej, nie jest formalną diagnozą psychiatryczną w klasyfikacjach klinicznych. Używam go jako pojęcia psychoedukacyjnego, które pomaga zrozumieć, co może dziać się z człowiekiem długo pozostającym u władzy. Chodzi o nabyty wzorzec funkcjonowania, w którym lider zaczyna odczuwać wyjątkową misję, traci kontakt z ograniczeniami, lekceważy rady i wierzy, że historia ostatecznie przyzna mu rację.
Pycha w tym sensie nie jest zwykłą dumą. Duma może być zdrowa, bo pozwala uznać własny wysiłek. Hubris oznacza przekroczenie miary. Tu człowiek zaczyna widzieć siebie jako kogoś stojącego ponad standardami, procedurami i zwykłą odpowiedzialnością. Władza działa wtedy jak wzmacniacz. Im mniej kontroli, tym łatwiej o przekonanie, że krytyka pochodzi od ludzi małych, zazdrosnych albo niezdolnych do zrozumienia wielkiej wizji.
Przykład pani I., założycielki fundacji, która przez lata robi wiele dobrego. Z czasem odmawia konsultowania decyzji, bo „nikt nie rozumie misji tak jak ona”. Gdy księgowa prosi o przejrzystość finansową, słyszy, że formalności zabijają dobro. Kiedy wolontariusze zgłaszają przemęczenie, dostają komunikat, że „wielkie rzeczy wymagają poświęcenia”. Tu widzę ryzyko hubrystycznego przywództwa.
Największy deficyt syndromu pychy dotyczy pokory poznawczej. Pokora poznawcza oznacza świadomość, że mogę się mylić, nawet gdy mam doświadczenie, sukcesy i dobre intencje. Bez niej władza traci kontakt z rzeczywistością.
Toksyczne przywództwo niszczy ludzi
Toksyczne przywództwo nie jest tylko problemem stylu komunikacji. To wzorzec sprawowania wpływu, który systematycznie pogarsza dobrostan ludzi, jakość relacji i zdolność organizacji do uczenia się. W badaniach nad destrukcyjnym przywództwem oraz abusive supervision, czyli nadużywającym nadzorem, pojawiają się skutki takie jak stres, lęk, wypalenie, cynizm, spadek zaangażowania, konflikty, obniżenie satysfakcji i zachowania odwetowe.
Nadużywający nadzór rozumiem jako powtarzalne zachowania przełożonego, które upokarzają, zastraszają, izolują albo stale podważają wartość pracownika. Nie chodzi o jedną trudną rozmowę. Mówię o stylu, który sprawia, że człowiek zaczyna przychodzić do pracy z napięciem w ciele, sprawdza wiadomości z lękiem i uczy się, że najbezpieczniej jest milczeć.
Przykład pana H., kierownik działu, publicznie wyśmiewa błędy pracowników. Na spotkaniach mówi, że „może ktoś inteligentny wreszcie to zrozumie”. Po takich komentarzach zespół przestaje zgłaszać problemy. Ludzie ukrywają pomyłki, bo boją się upokorzenia. W krótkim czasie lider ma złudzenie kontroli, lecz w dłuższym okresie traci prawdziwe dane.
Deficytem toksycznego przywództwa jest często brak bezpieczeństwa psychologicznego. Bezpieczeństwo psychologiczne oznacza możliwość zadawania pytań, zgłaszania błędów i wyrażania wątpliwości bez obawy przed karą lub ośmieszeniem. Tam, gdzie go brakuje, organizacja staje się cicha, ale nie zdrowa.
Ryzyka i deficyty u liderów
Gdy analizuję psychologię władzy, zwracam uwagę nie tylko na spektakularne nadużycia. Interesują mnie także subtelne deficyty, które narastają powoli. Pierwszym jest deficyt empatii, czyli osłabiona zdolność rozumienia i współodczuwania stanów innych osób. Lider może wtedy podejmować decyzje formalnie racjonalne, ale psychologicznie brutalne.
Drugim ryzykiem jest deficyt mentalizacji. Mentalizacja oznacza zdolność rozumienia, że inni ludzie mają własne myśli, emocje, intencje i perspektywy. Kiedy lider traci mentalizację, zaczyna widzieć sprzeciw jako złą wolę, pytanie jako atak, a odmienną opinię jako nielojalność. W praktyce prowadzi to do polaryzacji i uproszczonego obrazu świata.
Trzecim problemem jest deficyt samoregulacji. Samoregulacja polega na zdolności zatrzymania impulsu, nazwaniu emocji i wybraniu reakcji zamiast automatycznego wybuchu. Lider pozbawiony tej kompetencji może podejmować decyzje pod wpływem urazy, zemsty, lęku przed utratą twarzy albo potrzeby natychmiastowej dominacji.
Czwartym zagrożeniem jest moralne odłączenie. To mechanizm, w którym człowiek uzasadnia szkodliwe działania wyższym celem. Przykład brzmi, „musiałem ich upokorzyć, bo tylko tak rozumieją dyscyplinę”. W takim zdaniu przemoc symboliczna zostaje przebrana za troskę o standardy.
Piątym ryzykiem jest izolacja informacyjna. Im wyższa pozycja, tym więcej ludzi mówi liderowi to, co ten chce usłyszeć. Bez świadomego przeciwdziałania władza zaczyna żyć w bańce pochlebstw.
Po czym rozpoznaję alarm
Nie diagnozuję ludzi publicznych na podstawie wystąpień, wywiadów ani krótkich nagrań. Mogę jednak rozpoznawać wzorce zachowania, które są psychologicznie alarmujące. Szczególnie zwracam uwagę na sytuacje, w których lider nie znosi krytyki, traktuje pytania jak zdradę, otacza się wyłącznie potakującymi osobami i konsekwentnie przypisuje sobie sukcesy, a porażki przerzuca na innych.
Niepokoi mnie również język pogardy. Kiedy lider regularnie odczłowiecza przeciwników, wyśmiewa słabszych albo buduje poczucie wspólnoty na nienawiści, widzę ryzyko przemocy psychologicznej. Słowa tworzą klimat emocjonalny. W polityce mogą wzmacniać polaryzację społeczną, a w firmie mogą usprawiedliwiać mobbing, wykluczanie i brak szacunku.
Za sygnał ostrzegawczy uznaję też narrację jedynego wybawcy. Lider mówi wtedy, „tylko ja mogę was uratować”, „beze mnie wszystko upadnie”, „kto jest przeciwko mnie, jest przeciwko sprawie”. Takie komunikaty wiążą grupę przez lęk i zależność. Człowiek przestaje być wybieranym reprezentantem, a zaczyna funkcjonować jak symbol, którego nie wolno kwestionować.
W organizacjach alarmują mnie procedury omijane „dla dobra sprawy”. Standardy, audyty, rady nadzorcze, niezależne media, superwizja, kontrola finansowa i prawo do sprzeciwu nie są przeszkodami dla dobrego przywództwa. Przeciwnie, chronią lidera i grupę przed ludzką skłonnością do samooszukiwania.
Co chroni przed nadużyciem
Najlepszą ochroną przed toksyczną władzą nie jest wiara w idealnego człowieka. Wolę ufać systemom, które uwzględniają ludzką niedoskonałość. Każdy może ulec pokusie uproszczeń, każdemu może spodobać się brak kontroli, a sukces potrafi osłabić czujność. Dlatego zdrowe organizacje budują mechanizmy korekty, zanim pojawi się kryzys.
Chroni transparentność decyzji. Gdy wiadomo, kto, dlaczego i na jakiej podstawie decyduje, trudniej ukrywać prywatne interesy pod językiem misji. Pomaga kadencyjność, ponieważ przypomina, że funkcja nie jest własnością osoby. Wspiera superwizja, mentoring i kultura informacji zwrotnej, bo lider potrzebuje przestrzeni, w której może usłyszeć prawdę bez upokorzenia.
Bardzo cenię pokorę poznawczą. Nie jest ona słabością ani brakiem charakteru. Oznacza zdolność powiedzenia, „mogę nie mieć pełnego obrazu”, „sprawdźmy dane”, „posłucham ludzi bliżej problemu”. Dobry lider nie musi być miękki w każdej decyzji. Powinien jednak umieć odróżnić stanowczość od arogancji.
Przykład ochronny wygląda tak, że pani G., dyrektorka szkoły, podejmuje trudną decyzję organizacyjną, ale przed jej wdrożeniem rozmawia z nauczycielami, rodzicami i administracją. Nie spełnia wszystkich oczekiwań, jednak wyjaśnia kryteria i zostawia kanał odwoławczy. W tym stylu widzę władzę odpowiedzialną, nie rezygnuje z decyzyjności, lecz nie odcina się od ludzi.
Zdrowa władza jest służbą
Dobre przywództwo nie polega na tym, że lider jest zawsze miły. Czasem musi powiedzieć „nie”, podjąć trudną decyzję, rozczarować część osób albo wyznaczyć twarde granice. Zdrowa władza różni się od toksycznej tym, że nie używa człowieka jako paliwa dla własnego ego. Widzi funkcję jako odpowiedzialność, a nie dowód osobistej wyższości.
W pracy psychologicznej często wracam do prostego pytania: co dzieje się z ludźmi w obecności danego lidera? Czy zaczynają myśleć samodzielnie, czy raczej cenzurują się i zgadują, czego oczekuje przełożony? Może uczą się odwagi, czy lęku? Czy mogą mówić o błędach, czy chowają je do szuflady? Takie pytania bywają bardziej diagnostyczne dla kultury organizacji niż oficjalne deklaracje wartości.
Zdrowy lider potrafi przyjąć, że wpływ zwiększa odpowiedzialność. Rozumie, że jego nastrój, słowa i decyzje mają większy ciężar niż zachowania osoby bez władzy. Właśnie dlatego potrzebuje samowiedzy, empatii, regulacji emocji i zdolności do przepraszania.
Najbardziej ufam przywództwu, które nie boi się kompetentnych ludzi. Toksyczny lider szuka potakiwaczy, bo każdy niezależny umysł odbiera jako zagrożenie. Dojrzały lider zaprasza mądrzejszych od siebie w określonych obszarach, ponieważ wie, że celem nie jest karmienie ego, tylko jakość decyzji.
FAQ: psychologia władzy
Czy władza zawsze psuje człowieka?
Nie uważam, że władza zawsze psuje. Widzę raczej, że władza wzmacnia istniejące tendencje i tworzy warunki, w których łatwiej o utratę kontaktu z informacją zwrotną. Osoba refleksyjna, empatyczna i otoczona zdrowymi mechanizmami kontroli może używać władzy odpowiedzialnie. Człowiek impulsywny, narcystyczny lub skłonny do manipulacji może pod wpływem władzy szybciej ujawnić destrukcyjne wzorce.
Czy narcyzm pomaga zostać liderem?
Tak, pewne elementy narcyzmu mogą pomagać w zdobywaniu pozycji. Mam na myśli pewność siebie, autopromocję, śmiałość i zdolność przyciągania uwagi. Problem pojawia się wtedy, gdy potrzeba podziwu staje się ważniejsza niż prawda, relacje i odpowiedzialność. Wtedy lider zaczyna bronić własnego wizerunku kosztem ludzi oraz jakości decyzji.
Czy mogę nazwać polityka psychopatą?
Odradzałbym takie etykiety. Bez badania klinicznego nie da się odpowiedzialnie stawiać diagnoz. Można natomiast mówić o konkretnych zachowaniach braku empatii, pogardliwym języku, impulsywności, manipulacji, łamaniu standardów czy niezdolności do przyjmowania krytyki. Taki język jest rzetelniejszy i mniej stygmatyzujący.
Czym różni się pewność siebie od narcyzmu?
Pewność siebie pozwala działać mimo ryzyka i niepewności. Narcyzm wymaga stałego potwierdzania wyjątkowości. Osoba pewna siebie może powiedzieć, „umiem to zrobić, ale mogę się mylić”. Człowiek narcystyczny częściej reaguje złością lub pogardą, gdy ktoś kwestionuje jego kompetencje.
Dlaczego ludzie trwają przy toksycznych liderach?
Powodów bywa wiele. Czasem działa lęk przed utratą pracy, pozycji albo przynależności. Innym razem ludzie wierzą w misję i usprawiedliwiają nadużycia „wyższym celem”. Zdarza się również mechanizm stopniowego przyzwyczajenia zachowania, które na początku szokowały, po czasie stają się normą.
Co robić, gdy pracuję pod toksycznym przełożonym?
Najpierw zachęcam do nazwania faktów, nie tylko emocji. Warto zapisywać konkretne sytuacje, daty, świadków i treść komunikatów. Pomocne bywa szukanie wsparcia w procedurach organizacji, u zaufanych osób, w HR, u prawnika lub psychologa. Gdy sytuacja wpływa na zdrowie, sen, lęk i poczucie własnej wartości, nie traktowałbym tego jako „zwykłej trudności w pracy”.
Czy lider może się zmienić?
Może, ale potrzebuje motywacji, informacji zwrotnej i gotowości do pracy nad sobą. Sama inteligencja nie wystarczy. Zmiana wymaga uznania szkód, rozwijania empatii, regulacji emocji, przyjmowania krytyki i budowania systemów, które ograniczają nadużycia. Lider, który uważa się za nieomylnego, zwykle nie zaczyna realnej zmiany, bo nie widzi problemu.
Podsumowanie i zaproszenie
Psychologia władzy pokazuje, że nie sama ambicja jest problemem. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ambicja odrywa się od odpowiedzialności, a wpływ przestaje być służbą i staje się sposobem karmienia własnego ego. Narcyzm, makiawelizm, psychopatia podkliniczna, syndrom pychy i toksyczne przywództwo nie są hasłami do obrzucania ludzi etykietami. Traktuję je jako pojęcia, które pomagają lepiej rozumieć zachowania, ryzyka i deficyty.
Najważniejsze przesłanie formułuję prosto: nie diagnozuję ludzi z fotela, ale uczę rozpoznawać destrukcyjne wzorce. W rodzinie, firmie, instytucji, polityce i organizacji społecznej warto pytać, czy władza buduje odpowiedzialność, czy produkuje lęk. Dobrze też sprawdzać, czy lider dopuszcza krytykę, chroni procedury, szanuje granice i potrafi odróżnić lojalność wobec wartości od lojalności wobec własnej osoby.
Jeżeli ten temat dotyka Twojej sytuacji zawodowej, relacyjnej albo organizacyjnej, zapraszam Cię do kontaktu ze mną jako psychologiem. Prowadzę sesje psychologiczne, szkolenia, diagnozy, poradnictwo psychologiczne i psychoedukacyjne. Pomagam rozumieć mechanizmy władzy, stresu, relacji, komunikacji, wypalenia, konfliktu i funkcjonowania w trudnych systemach. Możesz zgłosić się do mnie, gdy chcesz lepiej zrozumieć siebie, swoje reakcje, dynamikę w pracy, styl przywództwa albo konsekwencje kontaktu z osobą nadużywającą wpływu.
Źródła
Chatterjee, A., & Hambrick, D. C. (2007). It’s all about me: Narcissistic chief executive officers and their effects on company strategy and performance. Administrative Science Quarterly, 52(3), 351–386.
Chatterjee, A., & Hambrick, D. C. (2011). Executive personality, capability cues, and risk taking: How narcissistic CEOs react to their successes and stumbles. Administrative Science Quarterly, 56(2), 202–237.
Cragun, O. R., Olsen, K. J., & Wright, P. M. (2020). Making CEO narcissism research great: A review and meta-analysis of CEO narcissism. Journal of Management, 46(6), 908–936.
Owen, D., & Davidson, J. (2009). Hubris syndrome: An acquired personality disorder? Brain, 132(5), 1396–1406.
O’Boyle, E. H., Forsyth, D. R., Banks, G. C., & McDaniel, M. A. (2012). A meta-analysis of the Dark Triad and work behavior. Journal of Applied Psychology, 97(3), 557–579.
Landay, K., Harms, P. D., & Credé, M. (2019). Psychopathy and leadership: A meta-analytic review. Journal of Applied Psychology, 104(1), 183–196.
Blais, J., & Pruysers, S. (2017). The power of the dark side: Personality, the Dark Triad, and political ambition. Personality and Individual Differences, 113, 167–172.
Mackey, J. D., Frieder, R. E., Brees, J. R., & Martinko, M. J. (2017). Abusive supervision: A meta-analysis and empirical review. Journal of Management, 43(6), 1940–1965.
Li, P., Yin, K., Shi, J., Damen, T. G. E., & Taris, T. W. (2024). Are bad leaders indeed bad for employees? Journal of Business Ethics, 191, 399–421.
Share this content:



Opublikuj komentarz