Wczytywanie teraz

Troll czy pieniacz? Psychologia internetowego konfliktu

Czy pieniacz paranoidalny i internetowy troll to to samo? To pytanie wraca coraz częściej, zwłaszcza w świecie mediów społecznościowych, komentarzy, forów, grup dyskusyjnych i publicznych sporów. W internecie bardzo łatwo przykleić komuś etykietę. Ktoś pisze za dużo? „Pieniacz”. Ktoś prowokuje? „Troll”. Ktoś nie odpuszcza, wraca do jednej sprawy, domaga się wyjaśnień, przeprosin albo ukarania winnych? „Paranoik”?

Problem w tym, że takie słowa często bardziej zamykają rozmowę, niż pomagają cokolwiek zrozumieć. Bywają używane żeby uciszyć, ośmieszyć, zlekceważyć albo unieważnić czyjeś doświadczenie. A z perspektywy psychologii sprawa jest znacznie ciekawsza i znacznie bardziej ludzka. Bo choć pieniacz, osoba uporczywie dochodząca krzywdy i internetowy troll mogą czasem zachowywać się podobnie, ich motywacje bywają zupełnie inne.

Dlaczego warto rozróżniać trolla i pieniacza?

Na pierwszy rzut oka oba zjawiska mogą wyglądać podobnie. Ktoś pisze długie komentarze, oskarża, atakuje, publikuje kolejne wpisy, oznacza instytucje, cytuje dokumenty, wraca do dawnych spraw, nie przyjmuje wyjaśnień, eskaluje konflikt. Ktoś inny rzuca zaczepny komentarz, wywołuje awanturę, ośmiesza rozmówców i czeka, aż wszyscy się zagotują.

Dla obserwatora efekt bywa podobny. Powoduje napięcie, chaos, poczucie przeciążenia, zalew treści i trudność w prowadzeniu spokojnej rozmowy. Ale psychologicznie to nie musi być to samo. Jedna osoba może być pochłonięta poczuciem krzywdy i potrzebą sprawiedliwości. Druga może po prostu czerpać przyjemność z tego, że komuś psuje dzień.

To rozróżnienie jest ważne nie tylko akademicko. Od niego zależy, jak reagujemy. Inaczej rozmawia się z człowiekiem, który czuje się głęboko skrzywdzony i nie potrafi zatrzymać swojej walki o uznanie krzywdy, a inaczej z kimś, kto celowo prowokuje, bo reakcja innych jest dla niego nagrodą.

„Pieniacz paranoidalny” psychologicznie

Określenie „pieniacz paranoidalny” brzmi mocno i stygmatyzująco. W języku potocznym używa się go wobec osób, które uporczywie składają skargi, piszą odwołania, zawiadomienia, pisma, domagają się ukarania winnych, nie akceptują decyzji instytucji i stale wracają do jednej sprawy.

W literaturze naukowej spotkamy pojęcia łagodniejsze i bardziej precyzyjne. To zachowania querulanckie, pieniactwo skargowe, uporczywe dochodzenie roszczeń albo niezwykle uporczywe skarżenie się. Te określenia pozwalają opisać wzorzec zachowania bez natychmiastowego robienia z człowieka „wariata”, „awanturnika” albo „osoby nie do zniesienia”.

Uporczywe dochodzenie swojej krzywdy nie jest objawem choroby psychicznej. Człowiek może składać skargi, ponieważ naprawdę został skrzywdzony, zlekceważony, niesprawiedliwie potraktowany albo upokorzony. Historia zna wiele sytuacji, w których osoby uparte, niewygodne i „nieodpuszczające” miały rację. Problem zaczyna się nie wtedy, gdy ktoś domaga się sprawiedliwości, lecz wtedy, gdy walka o sprawiedliwość zaczyna pochłaniać całe życie.

Kiedy walka o rację staje się życiową misją

W zachowaniach querulanckich centralnym doświadczeniem bywa krzywda. Osoba czuje, że „stało się coś niesprawiedliwego, a świat nie chce tego uznać”. Z czasem pierwotna sprawa może się rozrastać. Już nie chodzi tylko o odszkodowanie, przeprosiny, sprostowanie czy naprawienie błędu. Chodzi o moralne zwycięstwo, publiczne uznanie racji, ukaranie winnych, symboliczne oczyszczenie imienia, czasem wręcz rehabilitację całego życia.

W takim układzie zwykłe rozwiązanie przestaje wystarczać. Nawet jeśli instytucja odpowie, wyjaśni, zaproponuje kompromis albo zamknie procedurę, osoba może nadal czuć, że prawda nie została naprawdę uznana. Brak zgody bywa interpretowany jako kolejny dowód złej woli. Opóźnienie w odpowiedzi to lekceważenie. A decyzja odmowna to potwierdzenie układu, spisku, interesów albo wrogości.

W skrajnych przypadkach życie zaczyna kręcić się wokół jednej sprawy. Relacje rodzinne słabną, praca schodzi na dalszy plan, zdrowie się pogarsza, a energia psychiczna zostaje niemal całkowicie zainwestowana w walkę. Dla otoczenia może to wyglądać jak obsesja. Dla osoby przeżywającej ten stan to konieczność moralna.

Internetowy troll. Bo prowokacja to paliwo

Internetowy troll działa z innego miejsca. Jego głównym celem nie musi być sprawiedliwość, prawda ani naprawienie realnej krzywdy. Często celem jest reakcja. Troll prowokuje, obraża, zniekształca wypowiedzi, ośmiesza, podważa kompetencje, gra emocjami rozmówców i czeka, aż ktoś odpowie.

W trollingu reakcja innych osób staje się paliwem. Im więcej oburzenia, komentarzy, kontrataków, łez, tłumaczeń, nerwowych sprostowań i publicznych pojedynków, tym większa gratyfikacja. Troll może mieć poczucie kontroli, że „nacisnąłem guzik i ludzie tańczą”.

Badania nad trollingiem internetowym od lat pokazują związki między trollowaniem a cechami tak zwanej ciemnej tetrady osobowości, czyli sadyzmem, psychopatią, makiawelizmem i narcyzmem. Szczególnie często powraca wątek sadyzmu, czyli czerpania przyjemności z cudzej przykrości, upokorzenia, bezradności albo emocjonalnego rozstrojenia. Oczywiście nie oznacza to, że każda osoba pisząca złośliwy komentarz ma zaburzenia osobowości. Psychologia nie działa tak prosto. Ale pewien wzorzec jest widoczny. Bo dla części trolli cierpienie, złość lub zawstydzenie innych nie jest skutkiem ubocznym. Jest nagrodą.

Krzywda czy reakcja?

Jeśli mielibyśmy sprowadzić tę różnicę do jednego pytania, brzmiałoby ono, co jest nagrodą dla tej osoby?

W przypadku osoby o wzorcu querulanckim nagrodą jest zwykle uznanie krzywdy, potwierdzenie racji, moralna rehabilitacja i ukaranie tych, którzy zostali uznani za winnych. Taka osoba mówi w gruncie rzeczy, że „zostałem skrzywdzony i muszę dowieść prawdy”.

W przypadku trolla nagrodą jest sama reakcja. Troll mówi, „chcę zobaczyć, jak zareagujesz”. Nie musi wierzyć w to, co pisze. Nie musi być przywiązany do sprawy. Może zmienić poglądy w zależności od tego, co skuteczniej wywoła awanturę. Liczy się efekt. Poruszenie, chaos, emocjonalna odpowiedź.

To właśnie dlatego troll może zniknąć z jednej dyskusji i pojawić się w drugiej z zupełnie inną narracją. Osoba uporczywie dochodząca krzywdy zwykle przeciwnie. Wraca do tej samej sprawy, tych samych dokumentów, tych samych nazwisk, tych samych dat i tych samych argumentów.

Dlaczego w internecie łatwo to pomylić?

Media społecznościowe zacierają różnice. W świecie offline widzimy ton głosu, mimikę, zmęczenie, napięcie, czasem rozpacz. W internecie widzimy głównie tekst, często ostry, skrótowy, wyrwany z kontekstu. Długa skarga może wyglądać jak spam. Rozpacz może wyglądać jak agresja. Prowokacja może udawać obywatelskie oburzenie.

Osoba o wzorcu querulanckim może zachowywać się w internecie w sposób bardzo podobny do trolla. Zasypywać wiadomościami, oznaczać kolejne osoby, publikować oskarżenia, prowadzić wieloletnie kampanie przeciwko instytucjom, tworzyć długie wątki, archiwizować wypowiedzi i wracać z tematem przy każdej okazji.

Różnica polega na tym, że ona najczęściej przeżywa siebie jako ofiarę i obrońcę sprawiedliwości, nie jako prowokatora. Może nie widzieć, że jej sposób komunikacji rani, męczy albo przekracza granice innych. W jej doświadczeniu najważniejsze jest to, że „prawda musi wyjść na jaw”.

Troll z kolei może udawać skrzywdzonego demaskatora. Może przyjąć język moralnego oburzenia, troski społecznej albo walki z niesprawiedliwością, bo taka rola daje przewagę. Łatwiej wtedy atakować innych, przedstawiając siebie jako odważnego ujawniającego prawdę.

Online disinhibition effect, czyli dlaczego sieć rozkręca konflikt

Psycholog John Suler opisał zjawisko określane jako online disinhibition effect, czyli efekt odhamowania w internecie. W uproszczeniu chodzi o to, że ludzie w sieci częściej robią i piszą rzeczy, których nie zrobiliby twarzą w twarz. Sprzyjają temu anonimowość, dystans fizyczny, brak natychmiastowej reakcji drugiego człowieka, poczucie niewidzialności oraz wrażenie, że internet jest trochę „mniej realny”.

To odhamowanie działa na wiele sposobów. Ktoś bardziej nieśmiały może odważyć się opowiedzieć o swoich emocjach. Ale ktoś agresywny może szybciej przekraczać granice. Osoba skrzywdzona może łatwiej wejść w spiralę publicznego oskarżania. Troll może bez większych kosztów prowokować setki osób naraz.

Do tego dochodzą algorytmy. Współczesne media społecznościowe nagradzają zaangażowanie, a konflikt generuje zaangażowanie wyjątkowo skutecznie. Oburzenie klika się lepiej niż spokój. Ostry komentarz przyciąga więcej odpowiedzi niż wyważona refleksja. Publiczna awantura ma większy zasięg niż cicha ugoda. W takim środowisku zarówno troll, jak i osoba uporczywie dochodząca krzywdy mogą zostać wzmocnieni. Każda reakcja jest sygnałem „to działa”.

Trolling nie jest diagnozą

Warto powiedzieć to jasno, że trolling nie jest diagnozą kliniczną. To zachowanie. Może wynikać z wielu różnych motywacji, np. z nudy, złości, potrzeby statusu, chęci zemsty, potrzeby dominacji, rozrywki, przynależności do grupy, ideologicznej walki albo cech osobowości.

Ktoś może trollować, bo jest młody i testuje granice. Ktoś inny, bo chce zaimponować grupie. Jeszcze ktoś, bo czuje się bezsilny w realnym życiu, a w internecie odzyskuje poczucie wpływu. Są też osoby, które trollują w sposób chłodny, zaplanowany i cyniczny wiedząc, gdzie uderzyć, żeby zabolało.

Dlatego samo nazwanie kogoś trollem niewiele wyjaśnia. Opisuje efekt, ale nie zawsze opisuje źródło. Psychologicznie ważniejsze jest pytanie, po co ta osoba to robi? Co zyskuje? Jaka potrzeba, emocja albo cecha osobowości stoi za tym zachowaniem?

Pieniactwo querulanckie też nie powinno być obelgą

Podobnie pieniactwo skargowe czy zachowania querulanckie nie powinny być używane jako wygodna etykieta do pozbywania się trudnych ludzi. To szczególnie ważne w instytucjach, np. w urzędach, sądach, szkołach, firmach, organizacjach i placówkach ochrony zdrowia.

Nie każda osoba, która pisze skargi, jest „pieniaczem”. Nie każda osoba, która nie odpuszcza, jest zaburzona. Czasem uporczywość jest odpowiedzią na realną niesprawiedliwość, przemoc, zaniedbanie albo arogancję instytucji.

Dopiero gdy widzimy sztywny, powtarzalny wzorzec, jak niekończące się pisma, narastające oskarżenia, niemożność przyjęcia jakiejkolwiek odpowiedzi, rozszerzanie konfliktu na kolejne osoby, przekonanie o wszechobecnej złej woli, możemy mówić o problemie wymagającym głębszego rozumienia.

I nawet wtedy nie oznacza to automatycznej diagnozy. Zachowania querulanckie mogą współwystępować z paranoicznością, rozgoryczeniem, zaburzeniami osobowości, zaburzeniami urojeniowymi albo reakcją na traumatyzujące doświadczenia. Ale o tym można mówić dopiero po rzetelnej ocenie klinicznej, nie po przeczytaniu kilku komentarzy w internecie.

Co łączy trolla i osobę uporczywie skarżącą się?

Mimo różnic istnieją też punkty wspólne. Zarówno trolling, jak i uporczywe dochodzenie krzywdy mogą wiązać się ze sztywnością poznawczą. Osoba ma trudność z przyjęciem innej perspektywy, z zatrzymaniem się, z uznaniem, że rzeczywistość może być bardziej złożona niż jej własna interpretacja.

Częsty jest też wrogi styl interpretowania intencji innych ludzi. Neutralny komentarz zostaje odczytany jako atak. Brak odpowiedzi to pogarda. Próba wyjaśnienia to manipulacja. Granica to dowód winy.

W obu przypadkach może pojawiać się obniżona zdolność do mentalizacji, czyli do rozumienia, że inni ludzie mają własne stany psychiczne, motywacje, ograniczenia i emocje. Kiedy mentalizacja słabnie, drugi człowiek przestaje być złożoną osobą, a zaczyna być przeszkodą, wrogiem, narzędziem albo publicznością.

Wspólna bywa również eskalacja. Konflikt sam siebie karmi. Jedna odpowiedź rodzi kolejną. Każde sprostowanie staje się nowym materiałem do ataku. Każda reakcja potwierdza, że warto pisać dalej. W końcu pierwotny temat schodzi na dalszy plan, a głównym wydarzeniem staje się sam konflikt.

Jak praktycznie odróżniać te zjawiska?

W praktyce warto zadać kilka prostych pytań. Czy ta osoba wraca do jednej konkretnej krzywdy, czy raczej skacze po tematach, szukając awantury? Czy zależy jej na rozwiązaniu, czy na podtrzymaniu napięcia? Czy przedstawia dokumenty, uzasadnienia i historię sprawy, czy raczej rzuca zaczepne hasła? Czy cierpi z powodu konfliktu, czy konflikt wyraźnie ją ożywia?

Osoba o wzorcu querulanckim zwykle sprawia wrażenie kogoś, kto jest uwięziony w historii krzywdy. Może być męcząca, agresywna, niesprawiedliwa w ocenach, ale często jej zachowanie wyrasta z bólu, urazy i desperackiej potrzeby uznania.

Troll częściej działa jak ktoś, kto testuje reakcje. Wrzuca komentarz i patrzy, co się stanie. Zmienia ton, kiedy stara metoda przestaje działać. Atakuje tam, gdzie widzi największą wrażliwość. Nie musi być spójny, bo jego celem nie jest spójność. Jego celem jest efekt.

Oczywiście życie bywa bardziej skomplikowane niż definicje. Można spotkać osobę skrzywdzoną, która zaczyna trollować. Można spotkać trolla, który naprawdę ma w sobie dużo gniewu. Można spotkać kogoś, kto używa języka sprawiedliwości, ale w praktyce szuka dominacji. Dlatego rozróżnienie nie służy do wydawania wyroków, tylko do lepszego rozumienia dynamiki konfliktu.

Jak reagować na trolla?

Najczęściej powtarzana zasada brzmi, nie karm trolla. Choć brzmi jak internetowy banał, psychologicznie ma sens. Jeśli nagrodą dla trolla jest reakcja, to emocjonalna, długa i publiczna odpowiedź może wzmacniać zachowanie, które chcemy zatrzymać.

Nie oznacza to bezradności. Nie chodzi o to, żeby akceptować przemoc, mowę nienawiści, stalking czy zniesławienie. Chodzi raczej o to, by nie wchodzić w rytm narzucony przez osobę prowokującą. Troll często chce, żeby rozmówca tłumaczył się, denerwował, bronił, tracił proporcje i sam zaczął wyglądać źle.

Lepsza strategia to krótki komunikat, jasna granica, brak publicznego pojedynku i konsekwencja. W zależności od sytuacji może to oznaczać moderację komentarzy, blokadę, zgłoszenie naruszenia regulaminu, dokumentowanie gróźb albo skierowanie sprawy na drogę prawną.

Najważniejsze to nie robić z trolla głównego bohatera sceny. Troll chce światła. Czasem najlepszą odpowiedzią jest zabranie mu sceny.

Jak reagować na osobę uporczywie dochodzącą krzywdy?

Tu sprawa jest delikatniejsza. Z osobą uporczywie skarżącą się zwykłe „proszę przestać” może zostać odebrane jako kolejny dowód lekceważenia. Z kolei niekończące się tłumaczenia mogą wzmacniać spiralę.

Pomocne bywa połączenie dwóch elementów, uznania emocji i jasnych granic. Można uznać, że ktoś czuje się skrzywdzony, zlekceważony albo potraktowany niesprawiedliwie, nie przyjmując jednocześnie wszystkich jego interpretacji. Można powiedzieć, że „widzę, że ta sprawa jest dla pana bardzo ważna”, a jednocześnie jasno określić procedurę, zakres odpowiedzi i granice dalszej komunikacji.

W instytucjach szczególnie ważne są przejrzyste zasady. Kto odpowiada? W jakim terminie? Na jaki temat? Kiedy sprawa zostaje zamknięta? Jakie są możliwe ścieżki odwoławcze? Im więcej chaosu, tym więcej przestrzeni na podejrzenia, eskalację i poczucie, że „coś jest ukrywane”.

Z osobą w silnym poczuciu krzywdy nie warto prowadzić publicznych pojedynków. Publiczna scena często usztywnia stanowiska. Każdy musi zachować twarz, każdy gra do widowni, każdy cytat może zostać użyty jako dowód. Lepiej działa komunikacja spokojna, krótka, konkretna i oparta na faktach.

Co z realną krzywdą?

To jeden z najważniejszych punktów. Rozpoznawanie zachowań querulanckich nie może służyć do unieważniania realnej krzywdy. Ktoś może być trudny w kontakcie i jednocześnie mieć rację. Ktoś może komunikować się chaotycznie, agresywnie albo nadmiarowo, a mimo to opisywać prawdziwe nadużycie.

To niewygodne, ale bardzo ludzkie. Osoby skrzywdzone nie zawsze zachowują się „ładnie”. Trauma, wstyd, bezradność i latami ignorowana złość potrafią zniekształcić komunikację. Człowiek, który wielokrotnie odbił się od ściany, może pisać w sposób gwałtowny, podejrzliwy i trudny do przyjęcia.

Dlatego dobra praktyka polega na oddzielaniu faktów od interpretacji. Fakt jest taki, że ktoś złożył skargę. A interpretacja jest taka, że „jest pieniaczem”. Fakt, że sprawa trwa od lat. Interpretacja, że „na pewno ma obsesję”. Fakt, że używa ostrego języka. Interpretacja, „na pewno kłamie”.

Psychologiczne myślenie wymaga zatrzymania. Nie chodzi o naiwność. Chodzi o to, by nie mylić trudnej formy komunikacji z fałszywością treści.

Co z przyjemnością ranienia?

W przypadku trollingu warto z kolei nie romantyzować sprawy. Owszem, część trolli może mieć za sobą własne trudności, samotność, frustrację albo niskie poczucie wpływu. Ale to nie zmienia faktu, że trolling bywa przemocą komunikacyjną. Publiczne upokarzanie, nękanie, wyśmiewanie, prowokowanie i celowe doprowadzanie innych do emocjonalnej reakcji może mieć realne skutki psychiczne.

Internet nie jest światem „na niby”. Po drugiej stronie ekranu jest układ nerwowy, historia życia, ciało, wstyd, lęk i zmęczenie. To, że komentarz ma formę żartu, nie znaczy, że nie może ranić. To, że ktoś mówi „bekę miałem”, nie oznacza, że szkoda znika.

Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których trolling staje się grupowy. Jedna osoba prowokuje, druga dokłada mem, trzecia wyciąga prywatne informacje, czwarta nagrywa reakcję, piąta robi z tego widowisko. Wtedy mamy już nie tylko konflikt, ale mechanizm zbiorowego upokorzenia.

Psychologia internetu, czyli konflikt jako spektakl

Jako obserwatorzy mediów widzimy dziś coś bardzo charakterystycznego. Tu konflikt stał się treścią. Nie tylko przeszkadza w komunikacji, ale sam jest produktem. Kłótnie generują zasięgi. Ostre reakcje budują rozpoznawalność. Publiczne spory tworzą zaangażowanie.

To środowisko wzmacnia zarówno trolli, jak i osoby pochłonięte krzywdą. Troll dostaje natychmiastową publiczność. Osoba querulancka dostaje narzędzia do niekończącego się dokumentowania, publikowania i mobilizowania kolejnych odbiorców.

Dawniej konflikt z urzędem, sąsiadem, redakcją czy instytucją miał ograniczony zasięg. Dziś może stać się serialem w mediach społecznościowych. Każdy wpis jest odcinkiem. Każdy komentarz jest nową sceną. Każdy screen jest dowodem. Każda reakcja jest paliwem.

W tym sensie internet nie tworzy wszystkich problemów od zera, ale znakomicie je przyspiesza. Skraca drogę między impulsem a publikacją. Ułatwia eskalację. Pozwala wracać do sprawy bez końca. I daje złudzenie, że jeśli jeszcze raz, jeszcze mocniej, jeszcze publiczniej coś napiszemy, to wreszcie nastąpi przełom.

Najbardziej ludzki wniosek

Najbardziej ludzki wniosek jest taki, że za częścią pieniactwa stoi cierpienie, uraza i rozpaczliwa potrzeba, by ktoś wreszcie powiedział, „tak, to było niesprawiedliwe”. Za częścią trollingu stoi przyjemność z ranienia, gra statusem albo nuda przebrana za inteligencję. Oba zjawiska mogą być destrukcyjne. Ale nie są tym samym.

Dlatego zamiast pytać wyłącznie, „czy to troll, czy pieniacz?”, warto zapytać głębiej, czy ta osoba szuka sprawiedliwości, czy reakcji? Czy chce rozwiązania, czy paliwa do dalszej eskalacji? Czy cierpi z powodu konfliktu, czy konflikt ją ożywia? Czy jej zachowanie wynika z poczucia krzywdy, czy z satysfakcji z cudzego dyskomfortu?

To rozróżnienie nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale pozwala nie wrzucać do jednego worka człowieka skrzywdzonego, człowieka z zaburzoną podejrzliwością i człowieka, który po prostu czerpie satysfakcję z psucia innym dnia.

FAQ: najczęstsze pytania

Czy pieniacz paranoidalny to diagnoza?

Nie w prostym, potocznym sensie. „Pieniacz paranoidalny” to określenie mocne i stygmatyzujące, bezpieczniej mówić o zachowaniach querulanckich, uporczywym dochodzeniu roszczeń albo pieniactwie skargowym. Diagnozę można stawiać dopiero po rzetelnej ocenie klinicznej.

Czy troll internetowy ma zaburzenia osobowości?

Nie musi. Trolling jest zachowaniem, a nie diagnozą. Badania pokazują związki trollingu z cechami ciemnej tetrady osobowości, zwłaszcza z sadyzmem, psychopatią, makiawelizmem i narcyzmem, ale nie oznacza to, że każdy troll spełnia kryteria zaburzenia psychicznego.

Jak rozpoznać, czy ktoś jest trollem?

Warto patrzeć na motywację i efekt. Jeśli osoba celowo prowokuje, zmienia tematy, czeka na oburzenie, ośmiesza innych i żywi się reakcją, mamy do czynienia z zachowaniem bliskim trollingowi.

Jak rozpoznać zachowania querulanckie?

Charakterystyczne jest uporczywe wracanie do jednej sprawy, wielokrotne pisanie skarg, poczucie krzywdy, potrzeba publicznego uznania racji i trudność w zaakceptowaniu jakiegokolwiek zakończenia konfliktu.

Jak reagować na konflikt w internecie?

Najważniejsze są granice, spokój, krótkie komunikaty i oddzielanie faktów od interpretacji. W przypadku trolla nie warto dostarczać nagrody w postaci emocjonalnej reakcji. W przypadku osoby uporczywie dochodzącej krzywdy warto uznać emocje, ale nie wzmacniać niekończącej się spirali dowodzenia.

Zaproszenie

Jeśli ten temat jest Ci bliski, bo doświadczasz internetowego nękania, masz trudność z zakończeniem konfliktu, pracujesz z osobami uporczywie skarżącymi się albo chcesz lepiej rozumieć psychologię komunikacji online, zapraszam na konsultacje psychologiczne oraz po diagnozę psychologiczną.

Jako psycholog, były dziennikarz, obserwator przemian mediów i popularyzator psychoedukacji, prowadzę również szkolenia z zakresu psychologii internetu, komunikacji w konflikcie, trollingu, zachowań querulanckich i psychoedukacji w praktyce. Jeśli chcesz rozwinąć omawiany temat w swojej organizacji, redakcji, instytucji, firmie albo zespole serdecznie zapraszam do kontaktu.

Robert Błaszczyk

Źródła i inspiracje naukowe

Mullen, P. E., & Lester, G. (2006). Vexatious litigants and unusually persistent complainants and petitioners: From querulous paranoia to querulous behaviour. Behavioral Sciences & the Law, 24, 333–349.

Buckels, E. E., Trapnell, P. D., & Paulhus, D. L. (2014). Trolls just want to have fun. Personality and Individual Differences, 67, 97–102.

Suler, J. (2004). The online disinhibition effect. CyberPsychology & Behavior, 7(3), 321–326.

Volkmer, S. A., Gaube, S., Raue, M., & Lermer, E. (2023). Troll story: The dark tetrad and online trolling revisited with a glance at humor. PLoS ONE, 18(3), e0280271.

Linden, M. (2020). Querulant delusion and post-traumatic embitterment disorder. International Review of Psychiatry.

Share this content:

Opublikuj komentarz