Wczytywanie teraz

Co Polacy wpisują w Google? Psychologia naszych wyszukiwań

Google Trends bywa jak sejsmograf zbiorowej uwagi. Nie pokazuje całej prawdy o społeczeństwie, ale rejestruje drgania, te nagłe zainteresowania, niepokoje, rozrywki, mecze, święta, pogodę, politykę, podatki, celebrytów i pytania, których czasem nie zadalibyśmy nikomu twarzą w twarz. W ostatnim tygodniu (a piszę ten tekst 02.05.2026) w Polsce widać było w wyszukiwaniach między innymi takie hasła jak, „Legia Warszawa – Widzew Łódź”, „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami”, „czy dzisiaj są otwarte sklepy”, „Dzień Flagi”, „czy 2 maja jest święto kościelne”, „podatek”, „kryptowaluta”, „pożar”, „strajk”, „Ukraina”, „prezydent Rosji”, „pełnia księżyca”, „Bieszczady”, „rekin”, „Netflix cena”, „Jaka to melodia” czy „Must be the Music”.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak przypadkowa szuflada internetu. Piłka nożna obok podatków, celebryci obok wojny, pogoda obok seriali, Biedronka obok NASA. Jednak psychologia lubi takie szuflady. W nich często leży coś więcej niż chaos. Leży codzienność człowieka, który próbuje jednocześnie zrozumieć świat, rozładować napięcie, należeć do grupy, przewidzieć jutro, zaplanować zakupy, sprawdzić wynik meczu i na chwilę zapomnieć o wszystkim przy programie rozrywkowym.

Trzeba od razu zaznaczyć jedną rzecz. Dane Google Trends nie pokazują bezwzględnej liczby wyszukiwań, tylko zainteresowanie danym hasłem w określonym czasie i miejscu. Google wyjaśnia, że dane są normalizowane względem całkowitej liczby wyszukiwań w danym obszarze i czasie, a następnie skalowane, aby można było porównywać popularność tematów. Google Trends analizuje próbkę wyszukiwań, a nie kompletną listę wszystkich zachowań użytkowników. Dlatego lepiej nie mówić, że „Polacy są tacy”, ale można powiedzieć, że „w tym tygodniu uwaga wielu polskich użytkowników przesunęła się właśnie w te miejsca”.

Internet jako publiczny pamiętnik zbiorowej uwagi

Jako psycholog patrzę na wyszukiwarkę nie tylko jak na narzędzie techniczne, ale jak na przestrzeń regulowania niepewności. Człowiek wpisuje pytanie, bo czegoś nie wie, coś go zaciekawiło, zaniepokoiło, rozbawiło albo poruszyło. Czasem chce sprawdzić wynik meczu. Czasem chce się upewnić, czy 2 maja jest świętem kościelnym. Innym razem szuka informacji o podatku, kryptowalucie, strajku, pożarze albo wojnie. W tym sensie Google staje się współczesnym odpowiednikiem pytania sąsiada, kioskarza, spikera radiowego i encyklopedii naraz.

W psychologii informacji ważna jest niepewność. Badania nad wyszukiwaniem pokazują, że niepewność może uruchamiać potrzebę szukania, skupiać uwagę i prowadzić do zachowań poznawczych nastawionych na redukcję napięcia. W uproszczeniu. Kiedy nie wiemy, nasz umysł zaczyna drapać w drzwi rzeczywistości. Wyszukiwarka jest dziś jedną z najłatwiej dostępnych klamek. Badanie z 2025 roku dotyczące motywacji wyszukiwania informacji wskazuje, że niepewność sprzyja zaangażowaniu i skupionej uwadze, a samo szukanie może działać jak proces zmniejszania poznawczego napięcia.

Dlatego popularność haseł takich jak „czy dzisiaj są otwarte sklepy”, „święto pracy czy wolne”, „czy 2 maja jest święto kościelne”, „podatek”, „dowód rejestracyjny pojazdu”, „BIK” czy „netflix cena” mówi o bardzo praktycznym wymiarze naszej psychiki. Nie szukamy tylko sensacji. Szukamy instrukcji obsługi dnia. Chcemy wiedzieć, czy pojedziemy na zakupy, czy zapłacimy więcej, czy mamy wolne, czy możemy coś załatwić, czy nasze pieniądze są bezpieczne i czy subskrypcja znów podgryzie portfel małymi cyfrowymi zębami.

Sport, czyli plemię, rytuał i emocjonalny stadion w głowie

Wśród trendujących haseł bardzo mocno widać sport, „Legia Warszawa – Widzew Łódź”, „Korona Kielce – Piast Gliwice”, „Górnik Łęczna – Śląsk Wrocław”, „Górnik Zabrze”, „Ekstraklasa w piłce nożnej”, „Leeds – Burnley”, „Girona FC – Mallorca”, „Pisa SC – Lecce”, „Lakers”, „F1 Miami”, „Hubert Hurkacz”, „Jannik Sinner”, „Zverev”, „Kei Nishikori”, „Jan Zieliński”, „Jeremy Sochan”, „Falubaz” czy „Warta Zawiercie”. Sport jest jednym z najczystszych laboratoriów psychologii zbiorowej. Daje konflikt bez wojny, dramat bez realnej katastrofy, identyfikację bez konieczności osobistego udziału w grze.

Dla wielu ludzi klub sportowy nie jest tylko klubem. To część tożsamości. Kiedy gra Legia, Widzew, Górnik albo Śląsk, nie grają tylko zawodnicy. Grają wspomnienia rodzinne, lokalność, młodość, rytuały, ojciec przed telewizorem, znajomi z trybuny, komentarze w pracy, duma miasta i złość po porażce. Psychologia sportu coraz częściej opisuje kibicowanie nie tylko przez klasyczną teorię tożsamości społecznej, lecz także przez silniejsze pojęcie fuzji tożsamości, czyli sytuacji, w której granica między „ja” a „moja grupa” staje się emocjonalnie bardzo cienka. W badaniach nad fanami sportu zwraca się uwagę, że więź z drużyną może mieć wymiar głęboko osobisty, relacyjny i wspólnotowy.

Dlatego wyszukiwania sportowe nie są błahostką. One mówią o potrzebie przynależności, porównania, rywalizacji i wspólnego przeżywania. Mecz jest społecznie akceptowaną kapsułą intensywnych emocji. Można krzyczeć, czekać, kląć, świętować, cierpieć i analizować, a potem wrócić do obiadu. To bezpieczny teatr napięcia. W Polsce, gdzie piłka nożna ma status niemal plemiennego języka, hasła sportowe w Google są jak krótkie sygnały dymne: „nasi grają”, „co się stało?”, „kto wygrał?”, „jak wygląda tabela?”, „kogo teraz kochamy, a kogo przez najbliższe dwie godziny nie znosimy?”.

Rozrywka jako regulacja emocji

Obok sportu pojawiają się hasła związane z telewizją, muzyką i kulturą popularną, „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami”, „Jaka to melodia”, „Must be the Music”, „The Voice of Poland”, „Farma Polsat”, „Komisarz Alex”, „Wichrowe Wzgórza”, „Panna młoda odcinek 86 streszczenie szczegółowe”, „serial”, „Netflix cena”, „Canal Plus”, „Warner Bros Discovery”. To pozornie lekka część listy, ale psychologicznie bardzo ważna.

Teoria użycia i gratyfikacji mediów zakłada, że ludzie nie są wyłącznie biernymi odbiorcami przekazu. Wybierają media, bo dzięki nim zyskują informację, rozrywkę, kontakt społeczny, ucieczkę od codzienności, poczucie uczestnictwa albo temat do rozmowy. W badaniach nad mediami społecznościowymi i TikTokiem wskazano między innymi takie motywacje jak rozrywka, wygoda komunikacji, interakcje społeczne, wsparcie, szukanie informacji i ucieczka od codzienności.

Kiedy ktoś wpisuje „Jaka to melodia” albo „Dancing with the Stars”, niekoniecznie szuka wielkiego sensu egzystencji. Może szuka prostego przełączenia układu nerwowego. Po tygodniu pracy, podatków, wojny, cen, korków i zimnego maja człowiek chce zobaczyć taniec, muzykę, znaną twarz i przewidywalny format. Program rozrywkowy działa jak psychologiczna herbata z pilotem w ręku. Nie rozwiązuje problemów świata, ale na chwilę zmienia temperaturę wewnętrzną.

Seriale i programy telewizyjne mają też funkcję rozmowy społecznej. Odcinek staje się pretekstem do kontaktu, „widziałeś?”, „co ona powiedziała?”, „kto odpadł?”, „kiedy następny sezon?”. W społeczeństwie zmęczonym nadmiarem informacji kultura popularna pełni rolę miękkiej wspólnoty. Nie trzeba mieć doktoratu z geopolityki, żeby porozmawiać o tańcu, piosence albo bohaterze serialu. To demokratyczny salon, czasem z cekinami, czasem z reklamą proszku do prania.

Celebryci, aktorzy i zjawisko bliskości z osobami, których nie znamy

Na liście pojawiają się też nazwiska tj. Andrzej Piaseczny, Marcelina Zawadzka, Mariusz Pudzianowski, Ewelina Ruckgaber, Julia Kamińska, Katarzyna Zielińska, Katarzyna Figura, Magdalena Cielecka, Bogusław Linda, Jacob Elordi, Zoë Kravitz, Thierry Henry, Jacek Cygan, Ewa Wachowicz, Krzysztof Ibisz, Rafał Maserak, David Attenborough, Clint Eastwood, John Wayne. To pokazuje, że w Google szukamy nie tylko informacji, ale także ludzi, którzy stają się elementami naszego symbolicznego otoczenia.

Psychologia mediów zna pojęcie relacji paraspołecznych. Chodzi o jednostronne więzi emocjonalne, które odbiorcy tworzą z postaciami medialnymi, celebrytami, aktorami, prowadzącymi czy influencerami. Współczesne badania opisują te zjawiska jako jeden z ważnych obszarów psychologii odbioru mediów. Relacje paraspołeczne nie muszą być patologiczne. Często są zwykłą częścią kultury medialnej, bo lubimy kogoś, śledzimy jego karierę, czujemy znajomość, choć ta osoba nie zna nas wcale.

Wyszukiwanie nazwiska nie zawsze oznacza fascynację. Czasem jest sprawdzeniem wieku, roli, wypowiedzi, skandalu, występu, filmu, programu albo plotki. Jednak za tą czynnością kryje się szerszy mechanizm. Tu człowiek myśli opowieściami o ludziach. Twarze porządkują świat lepiej niż abstrakcyjne procesy. Łatwiej zapamiętać aktora niż model biznesowy platformy streamingowej. Łatwiej kliknąć nazwisko niż długi raport. Dlatego kultura popularna jest magazynem symbolicznych postaci, przez które uczymy się stylu, statusu, sukcesu, starzenia się, atrakcyjności, rywalizacji i upadku.

Lęk, zagrożenie i magnetyzm złych wiadomości

W danych widać też hasła cięższe, „pożar”, „strajk”, „żołnierz”, „armata”, „Ukraina”, „Rosjanie”, „prezydent Rosji”, „Liban”, „Jemen”, „Kuwejt”, „Oman”, „polityka zdrowotna”, „akcja ratunkowa humbaka Timmy”, „rekin”. Część z nich dotyczy konfliktów, zagrożeń, wydarzeń nagłych albo tematów, które mogą wywoływać niepokój. To nie jest przypadek. Nasz mózg ma szczególną wrażliwość na potencjalne zagrożenie.

Z perspektywy ewolucyjnej bardziej opłacało się zauważyć możliwe niebezpieczeństwo niż je zignorować. Dziś nie uciekamy przed drapieżnikiem na sawannie, ale układ nerwowy nadal reaguje na sygnały zagrożenia, wojna, pożar, strajk, polityka, kryzys, rekin, armata. Badania nad konsumpcją wiadomości pokazują, że negatywnie sformułowane nagłówki mogą przyciągać uwagę silniej niż pozytywne. W dużym eksperymencie obejmującym miliony odsłon stwierdzono, że każde dodatkowe negatywne słowo w przeciętnej długości nagłówku zwiększało współczynnik kliknięć o 2,3 procent.

To nie znaczy, że ludzie „lubią zło”. Raczej nasz system uwagi traktuje złe informacje jak alarm. Wyszukujemy je, bo chcemy wiedzieć, czy zagrożenie nas dotyczy, jak blisko jest, co oznacza i czy trzeba coś zrobić. Problem zaczyna się wtedy, gdy sprawdzanie przeradza się w kompulsywne karmienie lęku. Wtedy zamiast uspokojenia pojawia się doomscrolling, czyli przewijanie negatywnych informacji w sposób, który bardziej pobudza niż informuje.

Nie chodzi o to, żeby odcinać się od świata. Psychologia nie powinna proponować człowiekowi życia pod szklanym kloszem. Chodzi raczej o świadome korzystanie z informacji. Współczesne opracowania dotyczące negatywnych wiadomości sugerują, że ważniejsza od samego czasu ekspozycji bywa jakość kontaktu z mediami. Czy czytam świadomie, czy wiem, po co sprawdzam, czy potrafię przerwać, czy informacja pomaga mi działać, czy tylko podnosi poziom napięcia.

Święta, sklepy i polska potrzeba organizacji codzienności

Bardzo ciekawa grupa haseł dotyczy kalendarza i praktycznych spraw, „czy dzisiaj są otwarte sklepy”, „Dzień Flagi”, „czy 2 maja jest święto kościelne”, „Święto Pracy czy wolne”, „przymrozek”, „Biedronka”, „pociąg”, „dowód rejestracyjny pojazdu”, „podatek”. To jest Polska w wersji pragmatycznej.

Majówka uruchamia specyficzny stan psychologiczny. Z jednej strony chcemy odpocząć, wyjechać, grillować, odwiedzić rodzinę, zrobić zakupy i złapać kawałek wolności. Z drugiej strony musimy ustalić, co jest otwarte, co zamknięte, czy jutro da się coś załatwić, czy trzeba kupić chleb wcześniej, czy pogoda nie zniszczy sadzonek, czy pociąg pojedzie, czy sklep będzie czynny. Wyszukiwarka staje się narzędziem mikrokontroli.

To mówi o nas, że Polacy często funkcjonują w trybie wysokiej czujności organizacyjnej. Nie lubimy zostać zaskoczeni przez zamknięty sklep, zmianę przepisu, dzień wolny, przymrozek albo nagłą opłatę. W tym sensie hasła praktyczne są formą psychologicznego zabezpieczenia. Sprawdzenie informacji obniża napięcie, bo przywraca poczucie wpływu. Nawet małe „wiem” bywa lepsze niż duże „nie wiem”.

Pieniądze, podatki i ekonomiczny układ nerwowy

Hasła takie jak „podatek”, „kryptowaluta”, „BIK”, „rynek pracy”, „Forbes Polska”, „Netflix cena” pokazują ekonomiczną warstwę zbiorowej uwagi. Pieniądze są jednym z najbardziej psychologicznych tematów, choć lubimy udawać, że są wyłącznie matematyczne. W rzeczywistości pieniądze oznaczają bezpieczeństwo, sprawczość, status, wolność, kontrolę i przewidywalność.

Kiedy rośnie zainteresowanie podatkami albo cenami usług, zwykle za wyszukiwaniem stoi nie tylko ciekawość, ale też potrzeba orientacji. Człowiek chce wiedzieć, czy coś go dotknie. Czy zapłaci więcej? Czy ma obowiązek? Czy grozi mu problem? Czy może skorzystać? Czy inni też się tym interesują? W tym miejscu psychologia spotyka się z ekonomią behawioralną. Decyzje finansowe rzadko są czysto racjonalne. Są filtrowane przez lęk przed stratą, porównania społeczne, nadzieję na zysk i niechęć do niepewności.

„Kryptowaluta” to szczególnie ciekawy przykład. Dla jednych jest symbolem technologicznej przyszłości, dla innych kasynem ubranym w język finansowej rewolucji. Psychologicznie działa tu mieszanka ciekawości, lęku przed przegapieniem okazji, potrzeby kontroli nad majątkiem i pragnienia szybkiej zmiany życiowej. Wyszukiwanie tego hasła może być więc zarówno próbą edukacji, jak i pierwszym krokiem w stronę emocjonalnej gry z ryzykiem. Albo z właśnie rozkręcającą się kolejną aferą finansową z upadłą giełdą z „krypto” w nazwie.

Polityka, wojna i potrzeba przewidywania świata

Hasła „2050”, „Barbara Nowak”, „Robert Bąkiewicz”, „prezydent Rosji”, „polityka zdrowotna”, „Ukraina”, „Rosjanie”, „żołnierz”, „armata” wskazują, że polska uwaga stale dotyka polityki i bezpieczeństwa. Nie ma w tym nic dziwnego. Polska leży w miejscu, gdzie geografia historycznie nie raz była zgubna.

Tu działa także mechanizm agenda-setting, czyli ustawiania agendy. Media nie muszą mówić odbiorcom, co dokładnie mają myśleć, ale przez wybór i częstotliwość tematów wpływają na to, o czym ludzie myślą i co uznają za ważne. Klasyczna teoria McCombsa i Shawa pokazywała zależność między agendą mediów a agendą publiczną, czyli tematami postrzeganymi przez obywateli jako istotne.

Wyszukiwania polityczne są więc często drugim krokiem po ekspozycji medialnej. Najpierw ktoś słyszy nazwisko, wydarzenie, konflikt albo kontrowersję. Potem wpisuje hasło. Google staje się prywatnym dogrywaniem wiadomości publicznych. To interesujące szczególnie z perspektywy dziennikarskiej. Odbiorca nie jest już tylko widzem wieczornego serwisu. Jest własnym redaktorem dyżurnym. Tyle że ten redaktor bywa zmęczony, przebodźcowany i karmiony przez algorytmy.

Pogoda, Bieszczady, morze i głód regeneracji

Na liście są też hasła przyrodnicze i podróżnicze, tj. „przymrozek”, „Bieszczady”, „Barania Góra”, „Zakopane”, „Pobierowo”, „Marbella”, „Madagaskar”, „Szwajcaria”, „pełnia księżyca”, „zoo Opole”, „zoo Łódź”, „rekin”. Część z nich dotyczy pogody, część wypoczynku, część ciekawości świata. W okresie majówki to szczególnie zrozumiałe. Po długich miesiącach pracy ludzie szukają przestrzeni, wyjazdu, przyrody, atrakcji dla dzieci, pięknego miejsca albo chociaż mentalnej pocztówki.

Psychologicznie widać tu potrzebę regeneracji i wyobrażeniowej ucieczki. Nie każdy pojedzie na Madagaskar czy do Marbelli, ale samo wyszukiwanie może być krótkim urlopem poznawczym. Umysł lubi planować przyjemność. Czasem przygotowanie wyjazdu, oglądanie zdjęć i sprawdzanie miejsc daje namiastkę sprawczości oraz nadziei. Bieszczady nie są wtedy tylko regionem. Są obietnicą odłączenia się od hałasu. Zakopane to nie tylko miasto. To scenografia weekendowego mitu, gdzie „wyrwę się, pooddycham, zobaczę coś innego”.

Jednocześnie „przymrozek” pokazuje realizm. Polak może marzyć o górach, ale sprawdzi pogodę. Może planować grill, ale zapyta Google, czy rośliny na balkonie przeżyją noc. W tej mieszaninie romantyzmu i kontroli jest coś bardzo naszego. Jedną ręką trzymamy mapę marzeń, drugą aplikację pogodową.

Dlaczego obok wojny szukamy „Jaka to melodia”?

Ktoś mógłby zapytać, co mówi o nas fakt, że w jednym tygodniu szukamy wojny, podatków, przymrozku, celebrytów, meczów, sklepów i programu muzycznego? Moim zdaniem mówi coś bardzo ludzkiego. Człowiek nie jest jednowymiarowy. Nie da się przez cały dzień żyć tylko geopolityką, tak jak nie da się przez całe życie tańczyć w cekinach. Potrzebujemy i informacji i oddechu. Alarmu i kołysanki. Wyniku meczu i odpowiedzi, czy sklep jest otwarty.

To nie jest dowód powierzchowności. To raczej dowód, że psychika reguluje napięcie przez przełączanie kanałów. Kiedy świat jest za ciężki, człowiek szuka rozrywki. Kiedy rozrywka jest zbyt pusta, wraca do informacji. Kiedy informacja go przeciąża, sprawdza sport. Kiedy sport go rozgrzewa, szuka serialu. Kiedy serial się kończy, sprawdza pogodę. W tym sensie Google Trends pokazuje nie tylko zainteresowania, ale rytm samoregulacji.

Co to mówi o nas jako Polakach?

Po pierwsze, jesteśmy społeczeństwem bardzo reaktywnym informacyjnie. Szybko reagujemy na wydarzenia sportowe, medialne, polityczne i praktyczne. Wystarczy mecz, kontrowersja, święto, pogoda, znana osoba albo zmiana ceny, aby uwaga natychmiast przeskoczyła w nowe miejsce.

Po drugie, mamy silną potrzebę kontroli codzienności. Pytania o sklepy, święta, podatki, dokumenty, ceny, pociągi i pogodę pokazują, że wyszukiwarka służy nam do zabezpieczania planu dnia. Nie chcemy być zaskoczeni. Chcemy wiedzieć wcześniej. To szczególnie widoczne w okresie świąt, długich weekendów i zmian organizacyjnych.

Po trzecie, sport pozostaje jednym z najważniejszych rytuałów wspólnotowych. Hasła piłkarskie i sportowe pokazują, że kibicowanie jest dla wielu ludzi sposobem przeżywania tożsamości, emocji i przynależności. Stadion przeniósł się częściowo do telefonu, ale mechanizm pozostał stary jak ognisko plemienia.

Po czwarte, kultura popularna nadal pełni funkcję emocjonalnego odpoczynku. Programy taneczne, muzyczne, seriale, aktorzy i celebryci są często miękką poduszką pod głowę po twardym dniu. Można się z tego śmiać, ale psychologicznie to ważny system regulacji nastroju.

Po piąte, żyjemy w cieniu zagrożeń. Wojna, polityka, pożary, strajki, Rosja, Ukraina, armata, żołnierz. Te słowa nie są tylko newsami. Są sygnałami, że poczucie bezpieczeństwa w Polsce pozostaje mocno powiązane z informacją. Chcemy wiedzieć, bo wiedza daje iluzję, a czasem realne poczucie kontroli.

Wyszukiwarka nie diagnozuje, ale odsłania mechanizmy

Nie można na podstawie listy haseł postawić społeczeństwu diagnozy. To byłoby publicystycznie kuszące, ale psychologicznie nieuczciwe. Można jednak zobaczyć mechanizmy. Redukcję niepewności, potrzebę przynależności, regulację emocji, ciekawość społeczną, lęk przed zagrożeniem, poszukiwanie rozrywki, kontrolę codzienności i wpływ agendy medialnej.

Google Trends jest więc lustrem, ale nie takim, w którym widzimy twarz w wysokiej rozdzielczości. To raczej lustro złożone z pikseli. Jeden piksel to Legia. Drugi to podatek. Trzeci to pełnia księżyca. Czwarty to Pudzianowski. Piąty to Ukraina. Szósty to pytanie, czy sklep jest otwarty. Dopiero razem tworzą obraz tygodnia, w którym człowiek próbuje jakoś przejść przez życie z ciekawością, lękiem, śmiechem, portfelem, pilotem, telefonem i kalendarzem.

Jako psycholog i dziennikarz widzę w tym nie śmiesznostkę internetu, ale opowieść o naszej zbiorowej psychice. Szukamy tego, co pomaga nam przewidzieć dzień, przynależeć do innych, rozładować emocje, zrozumieć zagrożenie i odzyskać choć odrobinę wpływu. A czasem po prostu chcemy wiedzieć, kto dziś zatańczył najlepiej. I to też jest ludzkie.

Na koniec…

Lista trendów z ostatniego tygodnia pokazuje Polskę w ruchu. Między majówką a niepokojem, między stadionem a sklepem, między wojną a serialem, między podatkiem a pełnią księżyca. To nie jest przypadkowy bałagan. To psychologiczny zapis naszych potrzeb.

Wyszukujemy sport, bo chcemy wspólnoty i emocji. Wyszukujemy rozrywkę, bo potrzebujemy odpoczynku. Wyszukujemy politykę i wojnę, bo chcemy zrozumieć zagrożenie. Wyszukujemy sklepy, pogodę i podatki, bo chcemy odzyskać kontrolę nad codziennością. Wyszukujemy celebrytów, bo człowiek od zawsze opowiadał świat przez twarze innych ludzi.

Google nie jest terapeutą. Ale czasem, trochę niechcący, pokazuje nam zbiorowy puls. A ten puls mówi, że wciąż jesteśmy ciekawi, niespokojni, praktyczni, rozrywkowi, plemienni, czujni i bardzo ludzcy.

Zapraszam na sesje indywidualne, ale i szkolenia. Z chęcią podzielę się z Tobą i Twoimi współpracownikami aktualną wiedzą z zakresu psychoedukacji. Łatwo znajdziesz mnie na portalu ZnanyLekarz.

Robert Jerzy Błaszczyk

Źródła

Google Trends Help, FAQ about Google Trends data.
Google News Initiative, Google Trends: Understanding the data.
McCombs, M. E., Shaw, D. L., agenda-setting theory, omówienie teorii wpływu mediów na agendę publiczną.
Robertson, C. E. i in., 2023, badania nad wpływem negatywnego języka w nagłówkach na konsumpcję wiadomości online.
Van der Sluis, F., 2025, badania nad niepewnością i motywacją do wyszukiwania informacji.
Falgoust, G. i in., 2022, teoria użycia i gratyfikacji w kontekście TikToka i zachowań medialnych.
Schramm, H. i in., 2024, przegląd badań nad relacjami paraspołecznymi.
Koo, T. K. i in., 2025, tożsamość kibicowska, fuzja tożsamości i psychologia fanów sportu.
Shabahang, R. i in., 2025, świadome i harmonijne korzystanie z negatywnych wiadomości.

Share this content:

Opublikuj komentarz